piątek, 14 listopada 2014

Spalenie miski

Dzisiaj wpis czysto teoretyczny. Potrzymam Was jeszcze w niepewności co do naszego głównego problemu i jego rozwiązania (co jest w trakcie realizacji). Co nie co wspominałam już we wpisie odnośnie wyjazdu do Łodzi - klik. Ilość informacji na ten temat w tamtym wpisie była przemyślana, właśnie na rzecz tego wpisu i następnego, dotyczącego już mnie i Emeta (powinien pojawić się za mniej więcej dwa tygodnie, kiedy będę mieć pewność, że nie jest to faza przejściowa).
Wszystko wyjaśniłam to teraz mogę przejść do tematu :).

Uwaga- długi post, co mam nadzieję Was nie zniechęci.













CO TO JEST SPALENIE MISKI?
,,Spaleniem miski" nazywa się metodę szkoleniową, która polega głównie na tym, aby zaprzestać podawania psu jedzenia w misce, a podawać je jedynie z ręki. Niektórzy praktykują tę metodę częściowo (głównie właściciele psów dużych ras), czyli podają część posiłków w misce a część z ręki/ podczas ćwiczeń.

W JAKIM CELU I JAK STOSUJE SIĘ TĘ METODĘ?
Postaram się opisać dwa główne problemy, przy których warto wykorzystać tę metodę.

*bronienie zasobów przez psa
Pewnie większość z Was zna psa, który nie daje sobie zabrać kości czy włożyć ręki do jego miski podczas jedzenia. Ja ograniczę się do jedzenia, ale oczywiście samo bronienie zasobów może dotyczyć wielu innych rzeczy.
Osobiście nie mam powodów, aby przeszkadzać psu w jedzeniu przesuwając mu miskę po ziemi czy wkładając tam ręce, ale problem pojawia się kiedy pies zaczyna tak bronić swojego jedzenia, że pokazuje swoje zęby, warczy czy nawet próbuje zaatakować kiedy ktoś przechodzi obok.
Główny problem polega na tym, że owy pies ma świadomość tego, że jedzenie jest jego własnością i dlaczego miałby kogoś innego do niego dopuścić? Jednym z rozwiązań jest właśnie ,,spalenie miski'', które ma psu uświadomić, że jedzenie pochodzi od nas, jest naszą własnością (a nie psa) i to od nas dostaje pozwolenie na jego podjęcie.
Zaczynamy więc podawać psu posiłki z ręki. Jedzenie możemy wybierać ręką z miski, z czasem stawiając ją na ziemi ale nadal biorąc jedzenie do ręki. Oczywiście każda próba podejścia psa do ,,naszej'' miski kończy się podniesieniem miski do góry, z powrotem w nasze ręce. W kolejnym etapie przy stojącej misce na ziemi, możemy podawać psu jedzenie lepsze od tego niż znajduje się w misce, z naszej ręki. To jeszcze bardziej wzmocni w psie przekonanie, że to co wychodzi od nas jest najlepsze. Następnie stawiając miskę na ziemi, możemy poprosić psa o wykonanie prostej komendy, po czym wydajemy mu pozwolenie na podjęcie jedzenia. Stosujemy więc tutaj samokontrolę, z czasem możemy zwiększyć jej wymagania zwiększając liczbę komend, czy wydając słowa bez znaczenia tak, aby pies słuchał nas i czekał na to jedno, oznaczające możliwość jedzenia. Taki scenariusz stosowałabym w przypadku, kiedy po danym czasie chcemy wrócić do miski i podawać mu posiłki tak jak kiedyś, jak to zwykle bywa w przypadku bronienia zasobów.

*nadmierna ekscytacja danym obiektem (przez co brak skupienia na nas)
O tym,że istnieją psy pochłaniające każde ilości jedzenia, które im podajemy, każdy wie. Sama jednak przekonałam się, że nawet dla największego psiego żarłoka jedzenie może stać się zbędne, kiedy pojawia się obiekt jego największej motywacji, większej od jedzenia.
I tu znów należałoby wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Pies jest w stanie spokojnie wytrzymać bez jedzenia kilka dni, szczególnie pies większych gabarytów. Psy są także niezwykle mądre. Załóżmy, że podajemy psu jedzenie z miski codziennie o mniej więcej stałych porach (jak to zwykle bywa), kiedy to pies może najeść się do syta.
I teraz zastanówny się nad pewną kwestią. Jeśli pies jest na czymś okropnie zafiksowany, chce coś bardzo zdobyć (piszę tu już o skrajnych przypadkach)- to czy nie łatwiej jest odpuścić mu nawet najlepsze na świecie smakołyki, skoro dobrze wie że za chwilę będzie czekać na niego pełna miska jedzenia, a co dopiero kiedy już jest po porannym śniadaniu? Jaki wtedy sens mają wtedy nasze starania, próby przekupienia psa? A kiedy dochodzi do tego karmienie w domu czymś lepszym od karmy? Oj, wtedy to już możemy sobie odpuścić nasze starania.
Jak więc logiczne (teraz logiczne, wcześniej wcale takie mogło się nie wydawać) jest wtedy rozwiązanie tego problemu- rezygnujemy z miski, w przypadku dużego psa przeprowadzamy chociażby jednodniową głodówkę, po czym podajemy mu jedzenie z ręki jedynie podczas chęci zdobyczy tej bardziej interesującej od nas i jedzenia rzeczy, którą nazywać będę pożądanym ,,obiektem" (przykładem może być ogromna chęć podejścia do innego psa). Na początku możemy stosować imię psa w celu zwrócenia na nas uwagi. Podczas próby dojścia do ,,interesującego obiektu'' stajemy nieruchomo w miejscu (nie przyciągamy smyczy do siebie), jedynie czekając na reakcję psa. To nie zacznie dziać się od razu- przecież psu cały czas wydaje się, że zaraz dostanie jedzenie w misce. Psy dobrze wiedzą, kiedy mamy przy sobie coś do jedzenia. To, że nie próbują go zdobyć oznacza, że nie są głodne i wolą zająć się czymś ciekawszym, ponieważ nie znają innej opcji. Pamiętajmy, że nie każdy pies został nauczony za szczeniaka skupienia na właścicielu, każdy uczy się na własnych błędach i pewne sprawy uświadamiamy sobie zbyt późno. Kiedy w końcu pies obejrzy się na nas (to może być za którymś razem mijania pożądanego przez niego ,,obiektu") od razu ręka wędruje do miejsca, w którym mamy jedzenie (czyli najlepiej w saszetce przekręconej na plecy). Nie ma więc mowy o przekupstwie psa, to pies ma podjąć inicjatywę chęci spojrzenia się na nas. Warto też zmieniać rękę, z której podajemy jedzenie. I tak dochodzimy do momentu, kiedy po jakimś czasie (który zależy od tego, czy trzymamy się karmienia jedynie z ręki, od tego jak silna jest motywacja psa do pożądanego ,,obiektu" oraz w końcu od tego, jakie zapasy tłuszczyku gromadzi w sobie pies ;) ) pies po usłyszeniu swojego imienia, w mig odwraca się od ,,obiektu'' i spogląda na nas. Oczywiście zawsze potwierdzamy to jedzeniem, niekoniecznie musimy krzyczeć z radości, chyba że wyraźnie wzmacnia to zachowanie psa. W tym momecie możemy przejść do kolejnego etapu- teraz imię psa wydajemy rzadziej,a po zatrzymaniu się (kiedy pies zauważy pożądany ,,obiekt") po prostu czekamy na reakcję psa. Ma on kojarzyć dany ,,obiekt'' z jedzeniem po które musi się udać do nas, a nie ze sztuczką polegającą na przyjściu do nas na komendę. Pies ma uświadomić sobie, że tylko obecność tego ,,obiektu'' i skupienie się przy nim na nas da mu jedzenie. Po zatrzymaniu więc czekamy...czekamy. I znów, jeśli będzie to za którymś razem nie poddajemy się ,,bo pies jest głodny''- w końcu się odwróci, a wtedy tylko zwiększy się jego motywacja patrzenia na nas i trzymania się blisko. Wtedy to dochodzimy do momentu, kiedy pies na widok pożądanego ,,obiektu'' sam odwraca się w naszą stronę i patrzy się na nas, a w przypadku dużego nasilenia obiektu (czyli np. psa skaczącego wokół do zabawy w przypadku, jeśli tym obiektem były inne psy) bez problemu odwołuje się od niego i skupia na nas. Z czasem i w tak trudnych sytuacjach pies będzie reagować automatycznie. O to chodziło, mamy sukces.


UWAGI ODNOŚNIE TEMATU
*spalenie miski w przypadku dużych psów

Myślę,że to ważna kwestia. Właściciele dużych psów wiedzą o sporym ryzyku skrętu żołądka, kiedy pies odbywa ruch po jedzeniu. Rozwiązaniem jest podawanie psu małych ilości jedzenia kilka razy dziennie (co jest dość sprzeczne z naturą psów, ale jednocześnie nie wyrządzi psu krzywdy tym bardziej, jeśli nasze działania będą chwilowe aż do zrozumia idei przez psa). Poza tym w miarę możliwości możemy starać się podawać psu jedzenie pod koniec spaceru oraz w pobliżu domu, tak aby nie wywoływać dużego ruchu po podanym jedzeniu a także nie podawać jedzenia, kiedy np. pies przed chwilą intensywnie biegał.

*ilość dziennej dawki pokarmu
Każdy, kto spotkał się z dużą fiksacją u psa na dany ,,obiekt'' wie, jaka jest skala takiego problemu i jak ciężko jest go rozwiązać i wyprowadzić psa z takiej fiksacji. Ciężko, jeśli pies jest najedzony. Nie ma więc większego sensu skarmianie psa całymi dziennymi dawkami jedzenia szczególnie w początkowym okresie wyprowadzania psa z problemu. Pies ma czuć niedosyt i posiadać myśl, że ,,jeśli teraz nie odwrócę się do pani, to będę głodny''. Średnio jest to 60% dziennej dawki, w zależności od danego psa i jego potrzeb.

*nasza silna wola
Jeśli liczymy na sukces i zrozumienie przez psa w 100% czego od niego oczekujemy, nie możemy dać się jego proszącym spojrzeniom. Może pomogą Wam w tym dwa fakty. Po pierwsze, pies nie myśli w kategoriach ,,okropna pani/pan nie dał mi dzisiaj jedzenia, ale jestem smutny'' tylko ,,co muszę zrobić, żeby zdobyć jedzenie?". A przecież my cały czas mamy mu to zdobywanie jedzenia umożliwiać. Po drugie: czy lepiej znieść ten tydzień/dwa chodzenia psa za nami ze ,,smutnym wzrokiem'' czy dalej, nawet przez kilka lat aż pies stanie się staruszkiem, męczyć się z naszym problemem na który do tej pory nie mogliśmy znaleźć rozwiązania?

*spalenie miski a wiek psa 
Pamiętajmy o tym, że mniejsze a przede wszystkim młode psy muszą być karmione częściej- nie będziemy więc takim psom robić całodniowej głodówki, ponieważ czas na pojawienie się głodu u psich maluchów to parę godzin.

*inne problemy, przy których możemy tę metodę wykorzystać
Metoda może także okazać się pomocna w przypadku wyprowadzania psa z lęków. Chodzi tu o powstanie skojarzenia straszny obiekt=jedzenie. W tym przypadku podajemy psu jedzenie tylko i wyłącznie w przypadku pojawienia się rzeczy, która wywołuje lęk u psa. Większość psów nie przyjmuje w takich sytuacjach jedzenia, sprawa więc może wymagać dłuższego czasu.

*nasze zaangażowanie a efekty
Efekty naszej pracy zależą tak naprawdę od tego, czy będziemy konsekwentni i w jakim stopniu będzie tę metodę stosować. Jasne jest, że zupełne ,,spalenie miski'' będzie o wiele bardziej zrozumiałe dla psa niż częściowe podawanie jedzenia w misce a także ułatwi psu cały proces rozumowania. Najważniejsze jest to, aby pies faktycznie wiedział o co nam chodzi.

*dodatkowe korzyści
Dużą zaletą tej pozytywnej metody jest to, że zyskujemy psa chcącego pracować dla nas, czującego się dobrze i bezpiecznie przy nas (ponieważ jesteśmy źródłem jego jedzenia). Środowisko staje się w tym momencie mniej ważne.

*czas
W szkoleniu psów nie powinno podawać się dokładnego czasu, jaki wymaga dane przepracowanie problemu czy nauka jakiejś komendy. Zależy to od wielu czynników, tak jak wspominałam o tym wyżej, ale jeśli miałabym podać średni czas na zrozumienie przez psa całej idei i automatycznej reakcji, uważam że jest to czas nie przekraczający miesiąca biorąc pod uwagę pełne zaangażowanie właściciela, nawet przy silnym czynniku motywującym czy wywołującym lęk u psa, którego chcemy się pozbyć.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie ukrywam się, że starałam się napisać ten post w jak najbardziej zrozumiały sposób, aby chociażby dla jednej osoby mógł okazać się przydatny. Postanowiłam, że chcę podzielić się z kimś tym, co sprawdziło się w znanych mi przypadkach. Wszystko jest oparte na moich własnych doświadczeniach, nie wszyscy mogą uważać takie rozumowanie za słuszne- tym bardziej będzie mi miło, jeśli wyrazicie opinię na ten temat.
Tak jak już wspominałam na początku- za jakiś czas post o tym, jaki ta metoda miała wpływ na moje relacje z Emetem i na nasz największy problem.
Pozdrawiam,
Olka z Emetem :)

30 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Czytając komentarz powyżej, (ja go pisałam), to prawie płaczę, że byłam wobec Ciebie taka niemiła.
      Kiedyś nie lubiłam poradników, tersz je kocham. Dzięki metodzie spalenis miski zmieniło się wiele i to chyba Ty wskazałaś nam tą prawidłową drogę do łatwego życia. Teraz moim sposobem na nudę jest czytanie Twoich poradników, bo każdy Twój wpis jest naszą drogą do lepszych relacji i życia.
      Najczęściej czytam ten właśnie post. Już w sumie od stycznia stosuję tę metodę, ale dopiero od kilku dni uświadomiłam sobie, że to dzięki Tobie wiem o niej tak dużo.
      Teraz widać efekty stosowania tej metody, widać ogromną poprawę. Ogromną.
      14 listopada 2014 roku nie byłam takim psiarzem jak teraz, nie angażowałam się w psi świat. Ale odkąd bardziej spojrzałam na siebie, to im więcej czasu spędzałam czytajac Twoje posty, to stałam się osobą o takim podejściu jak Ty. Od jakiegoś czasu zaczynam wkręcać się w obedience, znów dzięki Tobie.
      Byłam totalnie walniętą osobą, gdy pisałam powyższy komentarz. Walniętą to zbyt mało powiedziane... już lepiej będzie, jak przekleństwa będę mówić sobie w myślach.
      Cała ja, 14 listopada 2014 roku...

      Usuń
    2. Na pewno nigdy nie pomyślałam o Tobie w ten sposób, ale teraz to co mogę napisać - że jestem dumna i wdzięczna za takich czytelników jak Ty. Może teraz na blogu jest chwilowa przerwa, ale wiem że jest dla kogo wracać, bo w tym momencie już nie napiszę, że blog jest tylko dla mniem.
      I nie pisz takich głupot! Dziękuję po raz kolejny <3.

      Usuń
  2. ‘Spalenie miski’ szczerze mówiąc pierwszy raz spotkałam się z czymś takim i mogę powiedzieć, że niektóre z metod opisanych w twoim artykule stosuje podczas karmienia, np. przed podaniem miski wyciszam psa, każe wykonać komendę (siad), a następnie zezwalam na rozpoczęcie posiłku. Nie robię tego codziennie, ale jednak kilka razy w tygodniu mi się zdarza.
    Ponad połowę twojego artykuły czytałam z czystej ciekawości, bo jak wiesz zajmuje się jedynie dietą Fiony, która nie należy do dużych psów, których problemy głownie opisywałaś (oczywiście ci się nie dziwię, bo pisałaś to na podstawie własnych doświadczeń :)). Na pewno kiedyś przyda mi się ta wiedza, aczkolwiek nie z tym psem.
    W swoim poście mówiłaś także o zwalczeniu jedzeniem lęków. Po części się zgodzę, ale tylko po części. Sama próbuję pokazywać psu podczas kąpieli, że to nie jest złe i podaje smakołyki, by zabiegi pielęgnacyjne kojarzyły się jej również z czymś przyjemnym. Jednak podczas naszych problemów behawioralnych z lękiem do psów i ludzi nigdy nie podałabym jej jedzenia. Fiona zmienia się wśród obcego psa zmienia się nie do poznania i nie mogę jej nagradzać, za zachowania, które wtedy przejawia, bo pogłębiłam bym tylko jej stan lękowy i otrzymałabym dodatkowo agresję. Oczywiście, jeżeli zignoruje psa podczas spaceru, dostaje nagrodę, ale podczas samego stadium lęku nie jest to przeze mnie stosowane podawanie jedzenia.
    Bardzo podobał mi się twój artykuł, bo rozszerzyłam trochę swoją wiedzę. Więcej takich poproszę :).

    H&F

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te problemy mogą dotyczyć każdego psa i nie pisałam tego postu z myślą tylko o psach dużych ras :).
      Zgadzam się z Tobą, właściwie wchodzi tutaj agresja lękowa i w ten sposób można by ją pogłębić, ale tak jak pisałam ta metoda nie ma na celu przekupienia psa smakołykami, gdyby u nas to tak działało to nagradzałabym Emeta za wyrywanie się do psów,a widząc efekty jest zupełnie inaczej i jego zachowania nie pogłębiły się. Więc przy agresji lękowej czy jej początkach stosowałabym tę metodę z nagradzaniem za skupienie, tak jak to napisałaś. Podstawianie w tym momencie jedzenia faktycznie mogłoby pogłębić zachowanie albo nie przyniosłoby pożądanych efektów.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Nawet nie wiedziałam o takim czymś :)
    Przydatny, ciekawy post :)
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja przeczytałam i ciesze się z tego. Miałam kiedyś pod opieką sunię skrajnie lękliwą... by było ciekawiej dodam że dostałam ją na sylwestra. Najgorsze były spacery... na szczęście jej żarłoczność pomagała przy spacerach... to był ciężki pies... niestety...
    Co do Rodo to on mimo że ma miskę stale napełnioną nei zawsze chce jeść... wiec pewnego dnia Robercik nakarmił go z ręki... ode mnie Rodo nie chciał... nie wiem dlaczego - to było przykre... natomiast jak Robert mu dawał to zawsze Rodo jadł...
    Rodo ma takie momenty że raz je raz nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz spotykam się z tekstem "spalona miska" :P
    Na szczęście ja mam kota, więc nie mam z tym problemu :) Zawsze daje jej jeść w misce, a czasami jak przyjdzie do mnie to coś tam jej dam z ręki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. My czasem spalamy miskę, choć nie zawsze mi się chce. Tzn. mają jedzenie w misce, ale muszą za nie zapracować, siad, waruj, zostań, skupienie na mnie i dopiero dostają żarełko. Czasem śniadania czy kolacji nie dostaną i dopiero na następny posiłek sobie muszą zapracować. Soniula dzięki temu słucha mnie, w pobliżu obcych psów, co jest skokiem milowym. Gandzik to całkiem inna historia, bo nawet jak jest głodny, a piłka w zasięgu wzroku to zapomnij. Albo jak jest nadmiernie pobudzony to jednak innymi metodami muszę do niego dotrzeć. Do każdego psa jest indywidualne podejście, jednak niektóre rzeczy można do innego psa wykorzystać.


    Spalanie miski u nas jest właśnie podczas spokojnego spaceru po osiedlu czy ćwiczeń posłuszeństwa. Wszystkie inne aktywności nagradzam zabawką, właśnie ze względu na strach i zdrowie psa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiedziałam o spalonej misce :p jest to bardzo fajne! Zapraszam na nowego posta ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszy raz czytam :) fajny tekst, dobrze mi się go czytało. U mnie nie ma problemu z jedzeniem. Da sobie wszystko wyciągnąć z mordki, czasem mu pomagam wybrać z miski :D.
    Ale przy innych psach nawet bym nie próbowała tego robić. Mój jest żarłokiem strasznym. Ale nie będę go już tego oduczać i robić mu szkolenia z jedzeniem. Masz to szczęście, że Twój psiak jest młody. Ja mam nadzieję, że mój będzie ze mną jak najdłużej. Nie będę mu już odbierać radości z dostania czegoś pod stołem itp. :D mój Leo wie, że ludzie są źródłem jedzenia <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszy raz spotykamy się z terminem "spalona miska". Nie znałyśmy tego sposobu, ponieważ Fifi nie ma problemów z nadmiernym łakomstwem i nie ekscytuje się nim. Właściciele takich psów, na pewno powinni uważać ten post za przydatny.
    Fifi&Roxi

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy post, szczególnie dla osób, które spotkały się pierwszy raz z tym terminem. Jednak tutaj tez zwróciłabym uwagę, że trzeba uważać na to kiedy nagradzamy psa. Kiedy pies jest lękliwy i chcemy go nauczyć, aby nie bał się to też musimy wiedzieć, jak to zrobić, aby nie było tak, że jeszcze bardziej utwierdzimy w psie to, że ma się czegoś bać. Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi, bo trochę zakręciłam ;)

    Pozdrawiamy,
    Ola i Habs
    habsterski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszy raz słyszę takie coś jak "spalenie miski". Czytając ten post to naprawdę jest dobry sposób na taką nauką jak i relacje pies-właściciel. Ja nie mam takiego problemu z moim wariatem. Ale od czasu do czasu można przez jakiś czas próbować tą metodę :) Z dużymi psami się z tym nie spotykałam ale za to z małymi psami. Dobra metoda :) Na pewno jak tylko u kogoś taki problem znajdę od razu go tutaj odeślę ;)
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Również i ja pierwszy raz o tym słyszę. Ja stosuję kilka z tych metod, nie wiedząc, że istnieje takie coś.:) Bardzo lubię takie posty, pisz takie częściej!

    Pozdrawiamy, zdaniemlackiego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. przy moim pierwszym psiaku na DT wystąpił problem bronienia miski i, pomimo wieku psa- 8 lat- bardzo szybko ustąpił po zastosowaniu tej metody, chociaż nie wiedziałam, że tak się nazywa. Girowi mogę zabrać wszystko, ale za szczeniaka jadł niesamowicie szybko- podobne ćwiczenia pomagały w wyciszaniu tego entuzjazmu ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dalas mi do myslenia tym postem. Moj pies rowniez czasami bywa agresywny przy misce. Moze i ja sprobuje tej metody :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeden z ciekawszych postów ! :)

    http://fashion-beautynails.blogspot.com/2014/11/5-losowanie-kartek-swiatecznych-kilka.html Zapraszamy , możesz dostać od nas kartkę świąteczną.! <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja w przypadku Baloo nie musiałam palić miski, on sam się nie palił nigdy (hyhy:P) do jedzenia. Teraz w domu nastała Ruby, demon pilnowania zasobów i żarłok nie z tej ziemi i musiałam się przeprosić z metodą :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Długość wpis mnie nie zniechęciła, ale powiem szczerze moim zdaniem pies jak człowiek ma swoje miejsce do jedzenia człowiek je przy stole z talerza, a pies z miski tam gdzie ma swoje miejsce. Może nie lubię wprowadzać zmian , ale osobiście jakoś ta metoda za mną nie przemawia. Jedynie co daję swojemu psu z reki to smaczki, ale to normalne. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Gdy przeczytałam tytuł posta pomyślałam że spaliłaś miskę Emeta XD Post na pewno bardzo przydatny, naprawdę sama nie umiałabym tego tak opisać jak ty! :) W naszym przypadku Knapik gdy nawet bym mu odsunęła miskę (czasem się tak zdarzało gdyby chciałam do niej np. dodać coś atrakcyjniejszego do karmy) nie wystawi na mnie nawet zębów, a co mówić o zaatakowaniu! Sama daję dość często z ręki :)
    Pozdrawiamy W&K

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja nie wierzyłam w spalanie miski. Nitro nigdy nie przepadał za jedzeniem, do dzisiaj - gdy ma piłkę w pysku, potrafi z żalem patrzeć, jak suki wyjadają przeznaczony dla niego np. kawałek sera, a piłki nie wypuści. Ale ja nie o tym :). Pewnego dnia postanowiłam się przełamać i co się stało? Dzięki temu, że pies na każdy kąsek jedzenia musiał zapracować, okazało się ono dla niego dużo bardziej wartościowe. Wreszcie skończył się problem z grymaszeniem przy jedzeniu. Teraz Nitek ma już prawie dwa lata i jedzenie dostaje normalnie, ale raz w miesiącu, raz na dwa miesiące - wracam do spalania miski, by utrwalać pamięć mięśniową np. przy zmianach pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawa koncepcja. Ja, jako przyszła właścicielka dużego psa, na pewno będę podawać mniej jedzenia w misce...ze względu na sporą ilość smakołyków podawanych podczas szkolenia. Ale czy całkiem "spalę miskę"? Chyba jednak nie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja to robiłam na Berku bo zaczął przy karmieniu BARF bronić zarcia. Teraz robię to rzadziej (tzn karmię z ręki) ale połączyłam to z klikerem i robieniem ćwiczen przy napełnionej juz misce.

    OdpowiedzUsuń
  22. U nas spalenie miski przydało się przy budowaniu u Soni motywacji do pracy.
    Teraz robię to z Kermitem, który podobnie jak Emet bardzo się ekscytuje na widok psów, a jeśli widzi psa drącego się za ogrodzeniem to się na niego rzuca, poza tym osłabiło się nasze przywołanie.

    OdpowiedzUsuń
  23. My nie spalamy miski, nie mamy takiej potrzeby zwłaszcza, że moja psina je TYLKO i wyłącznie suchą karmę zmieszaną z mięsem/serkiem/pasztetem itp. a ja nie mam zamiary chodzić z rękami pachnącymi mięsem... A poza tym ciężko byłoby to zabrać w jakiś sposób ze sobą, pudełko chyba musiałabym brać więc dziękuję, ale nie ;) Poza tym Azra nie ma problemów z bronieniem żarcia, przynajmniej przed ludźmi (psy to co innego) :)

    OdpowiedzUsuń
  24. czy u psa który zjada różne rzeczy podczas spaceru jest to dobry sposób?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy sposób rozwiązujący problem to pewnie nie do końca. Ale widząc u nas poprawę cieszę się, że mój pies dostaje jedzenie z ręki. Na smyczy widać znaczną poprawę, udaje mi się go bez ciągnięcia odwołać od jedzenia. Kiedyś zawzięcie się szarpał i wszystko chciał zjeść. Póki co kiedy jest luzem nadal wszystko zjada, jednak wie że nikt go wtedy nie odciągnie.

      Usuń
  25. pewnie to kwestia ćwiczeń ja ciagle pracuje nad komendami fe i zostaw ale psiaki sa niemozliwie sprytne

    OdpowiedzUsuń
  26. Spróbuje tej metody, żeby oduczyć Terrora uciechy na wszystkich ludzi. To jeden z moich celów w wyzwaniu, o ktorym możesz poczytać tutaj http://jackterror.blogspot.com/2015/02/wyzwanie-piesczyli-niemozliwe-w-80dni.html a jeśli chcesz to zachęcam również do wzięcia udziału :) !! !
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń