czwartek, 9 marca 2017

Przemyślenia po seminarium ,,Psi senior na aktywnej emeryturze''

Zeszły weekend spędziłam w Poznaniu na seminarium dotyczącym psich seniorów na aktywnej emeryturze, prowadzonym przez Małgosię Kizerwetter z Animal Active w Warszawie.
Plan seminarium obejmował :
-Fizjologiczne skutki starzenia się organizmu
-Choroby wieku podeszłego
-Rola kinezyterapii w opóźnianiu efektów starzenia się organizmu
-Leczenie i rehabilitacja chorób narządu ruchu związanych z wiekiem
-Ocena fizjoterapeutyczna psiego seniora wraz z ustaleniem indywidualnego planu usprawniania (analiza przypadków)

collage
Dlaczego wybrałam się na seminarium o takiej tematyce? Chcę się rozwijać, uczyć w moim kierunku- nie jestem na tych studiach tylko ,,dla papierka''. Jeśli wiem, że w którejś dziedzinie moja wiedza nie jest wystarczająca, zmieniam to. Z drugiej strony mam dużego psa, u którego wszelkie problemy przyjdą szybciej, a na te związane z aparatem ruchu jesteśmy w stanie wpłynąć prostą, aczkolwiek systematyczną pracą.
Seminarium było dla mnie dobrą powtórką z anatomii i fizjologii. Dlaczego na studiach wszystko jest przedstawiane w tak niejasny sposób?
Poza tym naszły mnie przemyślenia odnośnie suplementacji, a także uruchomiłam swoją wyobraźnię jeśli chodzi o przykłady ćwiczeń. Nie wiedziałam, że takie proste rzeczy mogą mieć tak znaczny wpływ na psią muskulaturę.
I nieodłączny element wartościowego seminarium- motywacja do pracy! Bez systematyczności nie osiągniemy większych efektów. Na pewno będę ćwiczyć z Emetem więcej niż dotychczas, w każdy dzień zajmować inną partię ciała, pamiętając o odpoczynku. Mamy dużo do poprawienia, a skoro nagrodą jest dłuższy komfort życia dla psa- ogromnie warto.
Polecam seminarium z Gosią. Nie zawiodłam się, mnóstwo wartościowego materiału, także dla osób już siedzących w temacie. Nie każde seminarium wiąże się z prawidłową i przydatną wiedzą o czym już kiedyś się przekonałam, tutaj nie musicie mieć obaw. Odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu :).

***
Emecik na ten czas był u babci, na noc wróciłam i zabrałam go na wybieg żeby później znów wstać o 5. Czego się nie robi dla psa? :D Z jego łapkami jest o niebo lepiej. Dodałam mu też nowe suplementy do listy, a niektóre odjęłam po przejściu na suchą karmę. Jeśli wszystko się unormuje czyli za jakieś 4 tygodnie, zobaczycie co tam wrzucam w mojego sportowca kanapowca ;). Cały czas szukam tej najbardziej właściwej drogi. Trzeba wyrobić własne zdanie w oparciu o badania i zdania innych, a przede wszystkim patrzeć na reakcję psiego ciałka.

Ostatnio dużo myślę o wakacyjnych praktykach, pracy inżynierskiej...podobno za tydzień zatwierdzanie tematów, więc dam Wam znać co tam z moimi planami ;).


A jak tam u Was? Szykują się ciekawe seminaria w najbliższym czasie? :)

sobota, 25 lutego 2017

Pół dekady razem!

DSC_0124

Wczoraj nasza magiczna data- 24 luty- dzień najbardziej nieprzemyślanej i spontanicznej decyzji, jaką podjęłam w życiu. Decyzji, która tak wiele zmieniła we mnie, w moim spojrzeniu na świat, która wychowała mnie na nowo i pozwoliła odkryć zupełnie nowe obszary stąpania po ziemi.
Wczoraj tak sobie chodziłam po tym lesie (wszystkie zdjęcia w poście są z tego spaceru) i myślałam ile się zmieniło przez te 5 lat. Jak zwykle bardzo filozoficznie. I tak myślę, że ja kiedyś nie żyłam. Przemijał dzień za dniem i nic nie ruszało się do przodu. Wszystko było takie samo, zero rozwoju i czerpania z wydawać by się mogło, nieistotnych chwil. 
Powiedziałabym ta mała czarna kulka bo ciągle odbieram Emeta jako szczeniaczka spowodowała, że sprecyzowałam swoje miejsce w którym chciałabym kiedyś się znaleźć, razem z tym zaczęłam zamieniać marzenia w cele aby małymi kroczkami do tego miejsca się przybliżać. Zaczęłam biegać, co za tym idzie zdobywać odwagę do przekraczania swoich granic, walkę ze słabościami nie tylko w sporcie. Takie rzeczy to podstawa silnej motywacji w każdej dziedzinie. Takiej, która odrzuca wszystkie wymówki, bo te zawsze się pojawiają. 

DSC_0129-horzn

DSC_0119

DSC_0375-horz
Tak tak,to też z jednego dnia a nawet jednej godziny ;)

Cały czas uczę się pokory - o tym chyba wie każdy psiarz. Ostatnie problemy zdrowotne Emeta szczególnie wymusiły na mnie myślenie i bycie tu i teraz. Tak bardzo przekonałam się, że zdrowie jest najważniejsze. Nie bez powodu bywałam rzadziej na blogu - życie Emeta było ciągłą loterią. Jeśli danego dnia po powrocie z uczelni stan jego łap był znośny, szliśmy na spacer. Jeśli nie, został ogród i leżenie w łóżku - zdecydowanie w przewadze w ciągu ostatnich miesięcy. Aktualnie jest dobrze i niech tak zostanie. 

DSC_0378

DSC_0390

Jestem bardzo dumna z postępów, jakie zrobił i ciągle robi ten pies. Jak dużo jest w stanie znieść, chociaż przy tym jest bardzo wrażliwy. Ciągle zadziwia mnie szybkością uczenia się czegokolwiek nowego i wielką pasją, która jeszcze zdarza się być przykrywana przez problemy ze skupieniem. Ale on chce, on bardzo z tym walczy. Jeszcze jakiś czas temu mówiłam, że inne psy są dla niego najważniejsze i zawsze tak będzie. Po części tak, ale aktualnie robimy rzeczy które były niemożliwe. Były, bo on jak nikt inny pokazał mi, że warto, że trzeba walczyć. Nawet jeśli po drodze zmienią się priorytety, droga jest bezcenna i sama w sobie jest wielką wartością! 
Dzięki psom możemy nauczyć się tak wiele, jeśli tylko będziemy chcieli spojrzeć szerzej. Nie bądźmy kolejną częścią układanki, a stwórzmy własną, niepowtarzalną i wartościową historię. 

DSC_0116

niedziela, 12 lutego 2017

Sesja, smog i pies na dwóch łapach

Mamy luty, już prawie połowę. Jak to się stało, od początku roku znaczną (naprawdę znaczną) część czasu Emet spędził w łóżku? A no tak…
(Nie, smog nie jest główną przyczyną, na głowę nie upadłam chociaż powiem Wam, że ograniczam chodzenie po mieście po minimum, naczytałam się o tym paskudztwie wystarczająco, a mieszkamy obok ulicy z największym stężeniem ktowieczego w mieście).
2013-09-07 14.18.24
First- sesja.
Właściwie od początku roku zaczęła się nauka. Ładnie tak rozleniwić studentów brakiem kolokwiów i nagle pod koniec semestru zorientować się że ocen to my żadnych nie mamy? No to cudnie, bo leciało koło za kołem a każde z materiału z tych kilku leniwych miesięcy. Jak już udało się uzbierać te piątki w indeksie (całkiem sporo nie powiem), przyszedł potwór zwany sesją. Łącznie to nie za dużo- 2 egzaminy i jedno co nie nazywało się egzaminem a też nim było. Ale panika studenta ta sama. Panika, czyli siedzenie na fb i szukanie jakiegokolwiek zajęcia, które skutecznie odciągnie od nauki. W tym opanowałam poziom mistrzowski. Stopień mojej nauki był taki, że przed ostatnim egzaminem nawet nie zajrzałam do notatek. Ale 4,5 moje, i to z zoofizjoterapii ;3.
DSC_0191
Second- to już znacie..
Wybaczcie, już przechodzę do Cielaka. Pomyślicie, że tłumaczę się z tego, dlaczego to nas tu nie było i dlaczego tak mało Emet ma spacerów (a to akurat łatwo ocenić po mojej aktywności a raczej jej braku na snapie i innych cudach natury). Nie, nie. Emet ma inne wytłumaczenie, nie powiem że równie wiarygodne- bo kto by mu jeszcze uwierzył? Wierzycie czy nie- łapy. Nieszczęsne łapy. Śnią mi się po nocach, jemu pewnie też. I to nie tak, że nic się nie zmienia. Było dobrze. A dobrze u nas oznacza naprawdę stabilną sytuację. Był powrót do barfa (maj), była piękna sylwetka i kondycja. Po wakacjach (w sumie wcześniej też, ale radziej) bum- nie zliczę czy to 20 czy 30 razy opuszki totalnie zwisały albo skórę pokrywała cienka błonka. Cieszyłam się, że opanowaliśmy alergię pokarmową. Miało być tak pięknie (a wyszło jak zawsze). Emeciątko gryzie tylko tylne łapki, poza tym bardzo wyciera oczy i pyszczek. Przez to stracił większość wąsów, ma miałe obwódki oczu no i sierść która odrasta jest powoli siwa- myślę że to przez ciągłe wycieranie, nie tylko wiek.
DSC_0283
u weterynarza
Wczoraj, czyli w sobotę 11.02 odebrałam wyniki badań krwi z piątkowej wizyty u weterynarza. No muszę, po prostu muszę wspomnieć- Emet był taaki cudowny. Warczące, nie warczące psy, warczący, nie warczący ludzie- wszystko ignorowane z merdającym ciągle ogonkiem. U weterynarza pobieranie krwi- siedział nieruchomo jak na wychowanego (haha) pieska przystało. Dostał miano najdzielniejszego pacjenta na świecie. Dobra no, na wagę nie chciał wejść, wstydził się chłopak. Ale chyba nie wie, że po wyjściu z gabinetu stanął tam całkiem przypadkiem- całe 42,5 kg do tulenia.
A jak wyniki? Ano nie do końca dobrze. To znaczy może nie będę się nad nimi rozwodzić, bo musiałam trochę przeszukać internet żeby wyczytać to i owo. Trzeba się wybrać kolejny raz…dzisiaj już go nie męczyłam. Próbując odnieść je do barfa- za dużo kości, choć procentowo zawartość wydawała się ok. Dlatego tak ważne jest kontrolowanie wszystkiego…póki co tyle na ten temat.
Generalnie moja decyzja, może nie za mądra (możecie zabijać lub zrozumieć), jest taka że wracamy do suchej karmy. Gdyby wyniki były super, może bym myślała co zrobić z łapami dalej. Ale wiem z czym wiąże się dalsze kombinowanie i polepszanie sytuacji żywieniowej- nie na nasze możliwości (i nie mówię tu tylko o finansowych). Brnąc dalej tą ścieżką zrobię mu tylko krzywdę i dobrze o tym wiem. Trzeba zareagować teraz. Poza tym w tym momencie pies kompletnie się sypie, nie chodzi na spacery bo nie jest w stanie stać na łapach. Wybrałam bezzbożową Farminę, a na poszukiwaniach spędziłam calutki dzień. Na razie bardzo powoli, jeszcze nawet nie zamówiłam całego worka- cała ta zmiana pH, do tego ryzyko skrętu przez zmianę pożywienia no i w końcu sprawy żołądkowe. Piszę ten post trochę z bólem serca, ale na ten moment to wszystko co mogę zrobić…Żadnych zbóż, glutenu, odstawienie kurczaka i zobaczymy co się wydarzy.

A treningowo, ach kocham kocham! Może to niedobór ćwiczeń, może starość (no dojrzałość w sensie)- fakt jest taki, że uwielbiam z nim pracować. Jeśli tylko możemy wyjść (w sensie Emet może o własnych łapach) to ćwiczymy różne drobiazgi. W domu też- patyczki na przykład. Uczymy się też prześwietnej sztuczki- to znaczy unoszenia tyłka z waruj do ukłonu. Nie wiem dlaczego tak mnie to bawi :D. Poza tym strasznie żal mi tego Cielaczka, wiecie...ciągłe przynoszenie piłki, zwracanie na siebie uwagi…dokładnie wiem co chce mi powiedzieć, a ja nie mogę mu pomóc. Kocha pracować to moje stworzonko. Jak chcecie zobaczyć, na fanpage wstawiłam krótki szalony filmik.

Z takich rzeczy organizacyjnych i mniej. Tigra ma się w porządku, jest kochanym kotkiem którego czasami mam ochotę udusić. Czy Wasze koty też nie rozumieją, że w nocy się śpi?
Rzecz jasna dopóki zdrowie Emeta nie wróci do normy, mogę w myślach zabierać go na zawody, grupowe spacery czy bieganie. Ale spokojnie, już dawno opuściły mnie ambicje z tym związane, teraz nałogowo oglądam psie łapki, fajne zajęcie co nie?
Wiem, że niektórzy z Was są ciekawi mojej pracy inżynierskiej o czym już wspominałam- czekam na zatwierdzenie tematu i wtedy zacznę działać, również prosząc Was o kilka opinii, bo jak wiecie temat będzie dotyczyć psich sportowców J. W marcu (4-5) wybieram się też na seminarium do Poznania odnośnie psich sportowców na emeryturze, może z kimś się zobaczę?
New Image
Pozostaje mi ładnie się pożegnać, podziękować za bycie i 100 tysięcy wyświetleń które wybiły w Sylwestra! Są w życiu różne priorytety, moim ostatnio jest zdrowie psa, stąd ograniczona aktywność na blogu, ale zobaczycie że z tego wyjdziemy! Nie ma innej możliwości! Teraz będę dawać znać na bieżąco, pojawiło się kilka spraw które chcę przekazać i jeden nowy projekt, stąd zostajemy już i będziemy informować na bieżąco. Jeszcze raz dziękuję za troskę <3. Do zobaaczenia za kilka dni.