czwartek, 25 czerwca 2015

Chwila przed weekendem, chwila przed DCDC


Ale się spodobał ostatni szczeniaczkowy post, a myślałam że jakość zdjęć będzie razić. Najważniejsze są wspomnienia :).
W takim razie dzisiaj Emet- szczeniak w wersji nieco większej. Najpierw sporo zdjęć z grupowego spaceru (a to i tak bardzo mała ich część, ale nie będę przesadzać) a na końcu trochę tekstu, żeby od razu nie powiało grozą.
Chyba już nikt nie będzie miał wątpliwości, dlaczego często wspominam o jego szczenięcym zachowaniu i braku etapu dorastania ;).


















Oczywiście na większości zdjęć Emet jest NAD psami ;).



Nie wiem od czego zacząć, bo i tak nie będę pisać wszystkiego. Fakt jest taki, że nie jestem w stanie powstrzymać go od ucieczki, a sprawa pogarsza się kiedy są to zwierzaki (chociaż pociąg mógłby dojść do tej listy, bo jestem pewna że i za nim by pobiegł gdyby miał możliwość). Leśne, pojedyncze zwierzaki nie stanowią wielkiego problemu, ponieważ Emet nie jest ich w stanie dogonić a ja staram się nie dopuścić do sytuacji kiedy mógłby wystraszyć biedną sarnę. Może się zdarzyć jednak sytuacja w której biorą udział sarny/jelenie czy co to tam jest (pierwsze zdjęcia) zamknięte w zagrodzie, po której wracam rozwalona do domu, najpierw udając się na wybieg nie będąc w stanie prowadzić psa do domu, a dzień później ze stresu nadal nie potrafię zrobić nic sensownego. Emet przeskoczył pierwszy płot od zagrody, przeleciał przez krzaki do drugiego płotu, który jako ostatni dzielił go od zwierzaków. Od przeskoczenia przez niego powstrzymał go spory spad w dół. Pierwszy płot pokonał bez żadnego zastanowienia. Był o krok od wylądowania w zagrodzie, z której nawet nie mógłby samodzielnie wyjść. Jeśli będziemy tam kolejnym razem, pewnie odważyłby się na skok (skacze w dół na przykład z pomostów do wody), co oznacza że nie puszczę go w odległości kilometra od tego miejsca. Oczywiście nie puściłam go w tym miejscu, uciekł tam z polany na której bawił się z psami (żaden z nich nie zrobił kroku za nim). 
A teraz przełóżcie to na ucieczkę za przykładowym pociągiem, o którym nawet mogłabym nie wiedzieć że może w pobliżu przejeżdzać a wystarczyłby jakiś ruch między drzewami prowokujący do ucieczki. Ile można? To wszystko robi się niebezpieczne, przede wszystkim dla niego.
Jestem na takim etapie, że nie wiem co dalej. Naprawdę nie wiem. Mam w głowie myśl, za którą zostałabym publicznie zlinczowana. Raz kombinuję z kompletnym spaleniem miski i podawaniu jedzenia tylko przy rozproszeniach, raz w związku z potrzebą zaczynam karmić go także w normalnych sytuacjach, kiedy to on sam domaga się kontaktu żeby wzmocnić więź, oczywiście poza samym jedzeniem stosując inne różne zasady. Po takich dniach jak wczorajszy, jestem ponownie rozbita.
Dlaczego piszę rzeczy, które większość osób na blogach zwyczajnie ukrywa? Przecież mogłabym opisać grupowy spacer, pokazać jak pięknie pieski się bawiły i zakończyć. Ale po co? Może są psy, które nie sprawiają problemów. Nie zawsze musi oznaczać to pracę właściciela. Jednak większość osób nie chce pisać o problemach swoich psów, bo przecież to od razu oznacza, że sobie z nimi nie radzą. Ja nie widzę powodów ukrywania tego, bo jest to część naszego życia którą musimy pokonać. Blog jest rodzajem pamiętnika i to tutaj mogę uporządkować swoje myśli, chociaż tym razem potrzebuję na to więcej czasu.
A na razie, Emet chowaj się i nie wychodź.


W niedzielę jedziemy do Poznania na DCDC. Będzie nam miło, jeśli ktoś podejdzie i porozmawia. Cielak chętnie przyjmie buziaki, mizianie czy co tam chcecie. Oblicze ,,smyczowe'' Emeta wręcz promienieje anielstwem.
Napiszcie, z kim się zobaczymy :).

21 komentarzy:

  1. Zdjęcia znowu świetne, szkoda że nas nie będzie w Poznaniu. Ale przesyłamy pozdrowienia i mizianie <3
    http://niszczycielsko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnie zdjęcie jest bezbłędne, Emet wygląda jak struś ! :D
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia, faktycznie ostatnie zdjęcie jest mega ! Jak bym widziała swoją mordkę :)
    Miałam problem z ucieczkami a szczególnie dzikie zwierzaczki. Zaczęłam w domu ćwiczyć z Szastą przywołania w różnych sytuacjach, dzwonek do drzwi, pukanie, czy jak mama przyjechała autem, czy ktoś coś mówi za oknem. Robię to od kilku dni i efekt jest na spacerach. Może u ciebie o jakoś poskutkuje. Niby takie proste w domu ale może jakoś się sprawdzi. Na lince przywołania w różnych sytuacjach :) Próbować może coś to da. Trzymam kciuki żeby Emetowi to przeszło :)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja będę na DCDC w sobotę, ale niestety sama, bo nie zdążę wskoczyć po Muchę.
    Ola ja uważam, że takie szczere pisanie jest najlepsze, też często wspominam o moich problemach z Muchą, nie tylko o sukcesach. Niektóre psy są trudniejsze, jedne lepiej pracują drugie gorzej, ja nie znam nawet przeszłości mojego psa, nie wiem jak miał kiedy był szczeniakiem, wiem że to psinka problemowa, ale tym bardziej jestem dumna z każdego sukcesu. Jednak czasem też potrafię się strasznie zdenerwować jak mnie nie słucha, a ja wiem że takie zachowania mogą kiedyś narazić jej bezpieczeństwo. Także świetnie Ciebie rozumiem. A z puszczaniem mojej psinki też muszę uważać, wystarczy biegnący pies czy kot, żeby zapomniała o całym świecie, niestety. Może ktoś by sobie z tym poradził, ja walczę i otwarcie o tym pisze, co tu ukrywać. Myślę, że każdy ma jakieś problemy z psiakiem, takie czy inne.
    A Twój blog jest przez to świetny, ja zaglądam regularnie i z tego co widzę to sporo osób!

    OdpowiedzUsuń
  5. My również mamy problem z przywołaniem. Kentucky parę miesięcy temu pobiegł za kotem i miał moje wołanie w poważaniu, nigdy tak nie robił. Zawsze mieliśmy problem z odwołaniem się czy przywołaniem,ale nie w takim stopniu, więc nie wiem co mu przysżło do głowy, żeby biec za kotem... No to widzimy się w niedzielę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z kolei mam niesamowity problem z chodzeniem na smyczy. Od 1,5 roku WALCZĘ z porządnym chodzeniem, bez ciągnięcia i na razie efekty są 50/50 czyli w drogę do ciągną, albo mają chwilę myślenia, a w drodze powrotnej nawet ogarniają. Też mi już powoli ręce opadają, bo ileż można :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też się strasznie z tym namęczyłam, kiedy smycz jest przypięta do obroży jest podobnie jak u Ciebie, czyli różnie, a na szelkach no dla mnie perfecto:) Próbowałaś zamienić obroże na szelki lub w drugą stronę i zacząć od zera?

      Usuń
    2. Na szelkach są nauczone ciągnąć, bo używamy pasa do canicrossu w góry i na wakacjach, jakby nie ciągnęły na szelkach, toby się plątał :)

      Usuń
  7. Terror ma problem z przywołaniem tylko jak w pobliżu jest inny pies. W wypadku człowieka przychodzi najpóźniej za trzecim zawołaniu. A zwierzęta typu jeleń strasznie go przerażają (taki to pies myśliwski z niego :D )

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdjecia mega, pierwsze zdecydowanie mnie urzeklo, dopoki nie doczytalam o tej ucieczce ;( Kiedys wreszcie i to opanujecie Kochana, ale faktycznie sytuacja robi sie niebezpieczna. Bardzo dobrze, ze piszesz o Waszych problemach, wlasnie dlatego miedzy innymi tak lubie Was odwiedzac - nie ma tylko bajdurzenia o Waszym idealnym pozyciu, jestescie super realni i oczywiscie super sympatyczni :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale to jest właśnie najciekawsze, kiedy właściciele szczerze i bez pierniczenia piszą o kłopotach. Znacznie chętniej poczytam o czyichś zmaganiach z przywołaniem, niż o tym, jaki cudowny był spacerek, bo to pierwsze przynajmniej ma szansę dać mi jakieś porównanie do moich problemów.
    Współczuję stresów. Jeśli to Ci pomoże, to ja z moim, było nie było względnie grzecznym futrem, tez miewam takie dni, że po powrocie ze spaceru warczę "na miejsce" i staram się o niej nie myśleć.
    Mam pewne przypuszczenia, co do myśli która chodzi Ci po głowie i jeśli jest to coś, za co większość zakręconych na pozytywne spaliłaby Cie na stosie, wyrywają uprzednio paznokcie, to przypuszczam, że może być skuteczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fakt, o niektórych pomysłach szkoleniowych aż strach pisać na blogu ;). Wszędzie eksperci od "pozytywnego szkolenia".
    Może w takim razie się gdzieś zobaczymy na DCDC.

    boxertayra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Albo mi się wydaję, albo tak było zawsze, ale zdjęcia mają świetną jakość. <3
    Dla mnie jest to wielki plus, że właściciel psa dzieli się również i tymi gorszymi sprawami, i że potrafi znaleźć plusy i minusy. :P
    Pozdrawiamy W&K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają znacznie lepszą, a to za sprawą aparatu siostry który sobie użyczam :). Niestety jeszcze nie dorobiłam się swojego sprzętu, mam zwykłą cyfrówkę.

      Usuń
  12. Chyba każdy z nas po takim ogromie pracy włożonym w psa, czuje rozczarowanie kiedy coś nie wychodzi :/ A Twoje szczere pisanie o problemach to tylko zaleta bloga. Osoby w podobnej sytuacji, mogą czerpać nowe ćwiczenia z Twoich opisów pracy z Emetem i nie czują się osamotnione w tym problemie, który nie oszukujmy się spotyka bardzo dużo liczbę osób ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Śmiej się ze mnie, jeśli chcesz, ale... w tytule postu przeczytałam AC/DC. Wiem, jest już ze mną bardzo źle... :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam Twoje zdjęcia z zabaw Emeta i innych psów :)
    Wiem co czujesz... u nas przywoływanie to czarna magia, oczywiście czasem są lepsze czy gorsze dni, jednak te drugie zwyciężają...
    Strasznie się zmartwiłam jego zachowaniem. Czytając tekst, czułam, że jesteś w kompletnej kropce, i skoro nie chcesz pisać, o czym myślisz/myślałaś, nie byłoby to nic dobrego... no nic, trzymam moocno kciuki za jego poprawę :(
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  15. Często chodzicie na spacery grupowe? Przywoływanie w domu pies się słucha ale na podwórku to słuch traci i Mini i Fifi. A twoje zdjęcia zawsze są dobrej jakości. Mini kiedy ma okazję od razu ucieka. Umie przeskoczyć płot, otworzyć furtkę i nawet rada vet nie pomogła aby klamki w furtce odwrócić. Ja szczerze mówiąc nigdy o tym nie pisałam bo myślałam że wszyscy sobie radzą a ja nie wiem co robię źle. Nie chciałam się czuć gorsza. Ale widzę że nie tylko mój pies ma skłonności do ucieczki :C
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Średnio raz w tygodniu, zależy jak udaje mi się zebrać ekipę :).
      I właśnie o to chodzi- większość osób obawia się tego spojrzenia na nich jako gorszych przewodników. Wystarczy trochę porozmawiać z innymi właścicielami psów i szybko można się dowiedzieć, że naprawdę wiele osób ma podobne problemy. A może gdyby tak każdy o tym pisał, w końcu ten drugi mógłby coś z tego wynieść? Ale tak to już jest, wszyscy chcą być uważani za najlepszych i pokazywać siebie i swojego psa tylko w dobrym świetle.

      Usuń
  16. Kurcze, szkoda, że Piano jest nietykalski, jak bawi się z kolegą, to głównie w ganianego. Zazdroszczę spacerów grupowych! :)

    OdpowiedzUsuń