Szkoleń część druga

Ponownie zostaliśmy zaproszeni na praktyki dla przyszłych trenerów psów. Ostatnio było zapoznanie, dużo rozmowy, pomysł na lepsze odwołanie i polepszenie relacji. Tym razem zajęliśmy się rozproszeniami. Ta godzina była jedną z najbardziej intensywnych w życiu Emeta jeśli chodzi o ćwiczenia, chociaż najwięcej było zabawy i jedzenia. Cielak miał istny plac zabaw- dostawał szarpaki, piszczące piłeczki, zabawki wypełnione smakołykami. Był w raju :). Gorzej dla mnie- jako że mieliśmy zająć się głównie przywołaniem przy rozproszeniach, miałam ciężką pracę żeby zainteresować go swoją osobą. Byłam trochę zrezygnowana- w końcu jestem tą osobą, która wyznacza mu jakieś granice (także takie, których wolałby nie mieć), czasami się na niego denerwuję (kiedyś nawet i za często), nie zawsze są same fajerwerki. Dlatego próbę skupienia jego uwagi na mnie, podczas kiedy był zachęcany do zabawy i innych ciekawych rzeczy przez obce osoby, uważałam za prawie niemożliwe. Część czasu, tego najbardziej ekstremalnego, ćwiczyliśmy na lince. Rozproszeniami były zabawki, różne dziwne odgłosy i ruchy wydawane przez ludzi. Tak naprawdę nie miałam szans zupełnie nie pozwalać mu na podejmowanie czegokolwiek, raczej miałam przywoływać go w trakcie ,,imprezy''. Nie powiem, że było tragicznie. Oczywiście był tak rozbawiony, że byłam dla niego pewnie szarą plamą i przychodził raczej w wyniku komendy niż samej chęci, ale udało mi się odwoływać go od różnych dziwnych rzeczy. Z czasem widać było efekty. Co chwilę dostawał wolne, biegając po całej działce z zabawkami, zachowując się jak szczeniak. Musiał być naprawdę podekscytowany. Później kilka osób ustawiło się w odstępach, chodziliśmy slalomem wokół nich. Po drodze zabawki, tańce, krzyki, syczenie, trąbki- Emet w tym momencie załapał już czas pracy, więc chodził ładnie na kontakcie. Ćwiczyłam też bez smakołyków przy sobie, używając jedynie pochwały słownej. Nie było widać różnicy, co jest dla mnie bardzo ważne. Na koniec miałam problem z wyjściem poza teren jak i z samą drogą- nie chciałam ciągle zachęcać go jedzeniem, a tak mu się spodobało że powrót był dość ciężki. Kilka kilometrów od miejsca treningu puściłam go w lesie dla odprężenia, chociaż nie miał już siły na bieganie.

Zdjęć ze szkolenia nie mam, wstawiam jedynie te z telefonu zrobione w lesie.



Idea tego treningu niby banalna, ale nie do zrealizowania na co dzień. Z chęcią wybierałabym się częściej na takie zajęcia, w końcu na spacerach nie spotykamy aż tak ekstremalnych warunków, a jednak Emet ma z tym problem. Podejrzewam, że w normalnej spacerowej sytuacji mógłby spokojnie się na mnie skupić, jednak w połączeniu z pozwalaniem na zabawę, głaskanie i wariacje z obcymi ludźmi, sprawa robi się bardziej skomplikowana.

Ostatnio dużo jeździmy autobusami i tramwajami. O ile jazda tramwajem nigdy nie sprawiała problemów, tak w autobusach Emet od drugiego roku życia ma silny lęk na syki. Jest znaczna poprawa- już nie ucieka, nie zapiera się, nie wyrywa z szelek i obroży. Tak naprawdę nie muszę już obawiać się o podróż, jedynie kiedy nie jest zmęczony podróżujemy przy drzwiach. Jak nie ma siły- jest mu wszystko jedno. Nie sądziłam, że uda nam się to na tyle wypracować, bo jeszcze miesiąc temu jadąc autobusem wyglądał jakby miał atak padaczki. Dzielny Cielak :).


U nas nastąpiły spore zmiany, będę o tym pisać w następnym poście. Jutro wybieramy się na grupowy spacer, jeśli będzie kolejna zmiana w jego zachowaniu, na pewno dam znać.



Wybaczcie jakość zdjęć, ale ostatnio miałam czas tylko na wyciągnięcie telefonu- więcej dowiecie się niebawem. Fanpage założę, skoro tak wszyscy ładnie prosili. A tak poważnie, to nie wiem czy nazwa w mojej głowie jest odpowiednia czy to tylko głupi wymysł. Jako, że ma to być fp odnośnie mnie osobno (w przypadku niektórych zawodów-tak,chcę podzielić się moimi błotnymi zdjęciami), psa osobno (w przypadku bloga) oraz nas razem (w przypadku biegania i zawodów), myślałam nad RunOla- bieganie z ogonem. Teraz proszę o słowa krytki, wsparcia dla nazwy lub ewentualnych propozycji :D.
Trzymajcie się i dziękuję, że z nami jesteście!
Share:

26 komentarzy:

  1. Nazwa fp ciekawa, chwytliwa taka, mi tam się podoba :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki trening to faktycznie niezły hardkor, ale skoro Emet sobie nieźle radził, to tylko pogratulować! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ się dzieje :D Możecie ćwiczyć w różnych warunkach, w nich też w końcu opanujecie komendy.
    Ciekawa ta nazwa, oryginalna ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że robicie świetne postępy. :) Co do nazwy to na prawdę ciekawa. :)
    Pozdrawiamy,
    http://reksio-the-dog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. nazwa fajna fajna ^^
    Dobrze, że Emet się ogarnia coraz bardziej, miło to czytać. Tylko w tym kagańcu tak smutno wygląda… :p

    OdpowiedzUsuń
  6. myślę że takie stworzenie jak pies czy dziecko (zauważam coraz więcej podobieństw w zachowaniu) ogólnie wolało by nie mieć granic:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję postepów! Czekamy na ogonowego fanpejdża do lajkowania. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobra nazwa. Przynajmniej wiadomo o co chodzi :)
    A gdzie się szkolisz na psiego tresera? Ja skorzystałam ze szkoleń Wesołej Łapki i moją relację ze zjazdy trenerskiego znajdziesz na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas tylko wykorzystali do ćwiczenia swoich umiejętności, ja sama póki co nie uczestniczę w kursie chociaż mam taki plan :). Kursanci byli z Psiego Uniwersytetu w Warszawie, ja chciałabym skończyć kurs w Kynoparku w Bydgoszczy.

      Usuń
    2. Co do wesołej łapki, radzę uważać i mam tu na myśli ich "pozytywne" podejście do problemów-http://www.szkoleniepsow.fora.pl/psi-hyde-park,7/obroza-elektryczna-w-wesolej-lapce,8367.html

      Usuń
  9. Fajna nazwa, jestem za! :)

    Gratulacje dla Emeta, w tej chwili niestety dla Terrora takie przejście bez merdania na obcych i tyle rozproszeń wokół - jest niestety niemożliwe :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Sama bym pojechała z moim psiakiem na takie ekstremalne rozproszenia :) Zawsze od czegoś trzeba zacząć, ważne że tak jak mówisz : nie było tragicznie :)
    Odwołując się jeszcze do zdjęcia z autobusu. Nie wiem jak dla Was, ale z tego co widzę autobus macie podobne do naszych (druga fotka). Jak dla mnie są tragiczne żeby w dobrych warunkach przewieźć psa jeśli chce się usiąść.

    OdpowiedzUsuń
  11. No gratuluję postępów :) Kentucky bardzo długo przekonywał się co do jazdy autobusem,a le w końcu co raz to ładniej się zachowuje. Zazdroszczę Wam tych grupowych spacerków :) No i super, że jeździcie na takie treningi, Kentucky ma ogromny problem ze skupieniem, więc muszę zacząć ćwiczyć nad tym.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dużo się u Was ostatnio dzieje widzę ;) Nazwa fanpage bardzo ciekawa i zachęcająca!
    Shusha Schroniskowy Spaniel

    OdpowiedzUsuń
  13. Długo się uczysz na tego przyszłego trenera? A jak długo się jeszcze będziesz uczyć? Fajna nazwa :D. Ja niestety nie mam trawaji ani autobusów więc jeszcze M. w nich nie była.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzę na kurs, zostałam zaproszona na praktyki dla kursantów, potrzebowali psy do nauki :).

      Usuń
  14. Dużo się u Was dzieję i jest aktywnie, bardzo fajnie! :)
    Nazwa ciekawa, jak najbardziej może taka być :)
    Pozdrawiamy!
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Super nazwa, ale ty jesteś pomysłowa. A Emet miał na prawdę trudne zadanie, dzielny jest.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dawno nas tu nie było, trochę zapuscilam się w czytaniu. Nie uda mi się nadrobić zaległości ale postaram się na bieżąco patrzeć! Widzę że sporo się dzieje!
    Pozdrawiam Was ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  17. Oryginalna i świetna nazwa! :D Taki trening w rozproszeniach przydałby się i Shanti. Z tego co piszesz widać, że Emet ładnie pracował ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Z chęcią wybrałabym się na taki trening w rozproszeniu, żeby się sprawdzić i zobaczyć czy Abi by podołała :) Nazwa jak najbardziej na plus, pomysłowa i wpada w ucho :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Zazdroszczę okazji do treningu w tak ekstremalnych warunkach :) Samotnie trudno przepracować rozproszenia.

    OdpowiedzUsuń
  20. Chciałabym nominować Cię do nagrody Liebster Blog Award. :) Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów wiec daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
    oczamipsa365.blogspot.com
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  21. Fajnie mieć ludzi z którymi można porozmawiać na temat szkolenia i odbyć wspólne treningi. :) My jak na razie jesteśmy uwięzieni w domu ze względu na chorobę Baddy'ego.

    Pozdrawiamy
    Ola i Baddy!
    http://baddy-wspanialy-labrador.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Takie szkolenia dla psów to super sprawa. Można dużo nauczyć swojego pupila. Trzeba jednak również być cierpliwym. Interesujący blog.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum