Weź psa, kota i plecak..

..a 2 dni wcześniej spontanicznie i trochę bezmyślnie (zapominając o kocie) zaplanuj wyjazd na wieś. W dodatku na tydzień, co może wydawać się mało opłacalne. Ale nie dla nas! Tydzień na wsi albo tydzień w okropnym mieście bez porządnych terenów na spacery- wielka różnica. 
We wtorek spędziliśmy kilka godzin poza domem na bardzo udanym spacerze (przy okazji odkrywając piękne miejsce w okropnym mieście :P ),wracając wieczorem, po drodze jeszcze skoczyliśmy na dworzec po bilet. Padliśmy oboje, więc oczywiście rano trzeba było wcześnie wstać- spakować siebie (yhym, pół plecaka to rzeczy kocio-psie, drugie pół rzeczy do biegania), posprzątać mieszkanie bo wypadało przed Świętami...krótki spacer i wyruszyliśmy na dworzec, na szczęście z pomocą babci która wrzuciła nas do pociągu. Znaleźliśmy wygodne miejsce (jednak bezprzedziałowe pociągi Arrivy to najlepszy wybór), Tigra przeleżała całą podróż nawet nie dając o sobie znać, Emet musiał trochę pomarudzić, ale ostatecznie leżał koło mnie lub próbował wciskać się na kolana żeby wyglądać przez okno. Kiedy zbliżaliśmy się do Chojnic, przywiązałam Cielaka koło wyjścia (oczywiście bunt bo już go zostawię), Tigrę przełożyłam koło niego i dotargałam 10kg plecak. Na szczęście i tu miałam swoich tragarzy, serio nie polecam takiej podróży na własną rękę.
I takim sposobem wylądowaliśmy w Przechlewie.
Na miejscu przywitał nas deszcz, ale bez zastanowienia ruszyliśmy na pole. Tego mi brakowało, dopiero wczoraj uświadomiłam sobie, że takiego komfortu nie mieliśmy od września! Szliśmy polem, lasem, nad jeziorem i znów polem. Po tej przerwie to tu widzę największą zmianę w jego zachowaniu. Był na każde moje zawołanie, nawet w lesie nie traciłam go z oczu (no dobra, to akurat musiał być wyjątek), był po prostu ze mną a nie gdzieś kilometr dalej. W jeziorze położył się w wodzie chociaż w nocy był mróz...ale przecież to sprawia mu największą przyjemność. Tylko tutaj naprawdę widzę, jakie szczęście przynosi mu luźne bieganie. W mieście muszę kontrolować wszystko, tu jesteśmy sami i o ile ktoś nie przegoni nas z pola, nie muszę o niczym myśleć ;).
Na dzisiaj zaplanowałam dłuższą trasę niż wczorajsze 6km, planuję dojść nad dalsze jezioro. I tym razem część przebiegniemy (relacja ze spaceru na snapchacie). Jeśli chcecie być z nami bliżej, zapraszam na poniższe strony, bo przez ten tydzień tam będziemy bardziej aktywni :
Snapchat : heskindahood 

Share:

22 komentarze:

  1. No taka wyprawa to na pewno nie łatwe zadanie :D ale jaka nagroda za to :) luźne spacery i odpoczynek - na pewno Wam się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielki podziw dla ciebie! Pies, kot i plecak, samotnie w pociągu?! Ja, pies 4 razy mniejszy (albo więcej) od Emeta i torba już są czasami ponad moje siły do ogarnięcia podczas takich samotnych podróży. Ale przynajmniej cel wyprawy długo wyczekiwany :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, widzę, że jesteście w naszych stronach. :D
    My ostatnio coraz częściej spacerujemy i mam nadzieję, że tak zostanie. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No, to muszę pogratulować cierpliwości! :D Pies, kot i bagaże to niezła kompilacja, tym bardziej, gdy podróżuje się "samemu". Nie wiem, czy dałabym radę, chociaż pewnie mimo wszystko było warto - cisza i spokój, czego chcieć więcej? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Blisko od nas, około 65 kilometrów. A ja wciąż czekam, aż odwiedzisz nas tutaj bliżej i wybierzemy się razem na jakiś wspólny spacer :D. Ja ostatnio na spacerze w lesie byłam... sama nie wiem kiedy, mniej więcej na początku marca. Od tamtego czasu spacerujamy na polach i na łąkach, a jutro mam plan, że mniej więcej rano pójdę na długi spacer do lasu, miejmy nadzieję nie spotkam znów tamtego pana.
    Drugie zdjęcie jest świetne, tak wysoko, tak daleko! :D U mnie mój Beethoven w zimę wykąpał się w kanałku, zdążyłam nagrać na snapchacie. A mnie pewnie od wtorku coś ominęło, bo od wtorku do dzisiaj nie byłam na internecie, zrobiłam sobie przerwę, bo miałam dość i czas spędziłam na czytaniu książek i ćwiczeniami z Psami. A jeśli chodzi o ćwiczenia, to ćwiczyliśmy obedience i dzięki Ci wielkie za tą radę na facebooku, bo Beethoven potrafi zrobić już kółko na misce. Teraz ćwiczymy drugą stronę. A niedługo post o tym.
    Życzymy mnóstwa spacerów i treningów, abyście ten czas wykorzystali w 100% :D.
    P.S - byłaś na koncercie Imagine Dragons w lutym, w Łodzi? :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja ledwo daje radę pies-plecak-aparat w aucie :D A potem iść 1-2 km nad wodę a co dopiero podróż pociągiem. Zdecydowanie dla mnie i dla Szasty to tylko podróż autem.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szacun - ja nie wiem czy dałabym radę z taką obstawą dać sobie radę w podróży pociągiem. :D My nie musimy robić sobie takich wyjazdów, bo mieszkamy praktycznie nad jeziorem i obok lasu ale chętnie wybrałabym się na taką wieś. Zaproszenie na snapie poszło :D
    http://cztery-lapy-jeden-nos.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. O! Następnym razem zapraszamy do samych Chojnic! :D
    Podziw! Taki duży pies, kot i bagaże. A ja się boję z samą Psotą autobusem jechać. Jesteście wielką motywacją :)
    Pozdrawiamy; psotaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mieszkam na końcu miasta (dosłownie kilka metrów za moim domem zaczyna się wieś) ale nie mam gdzie chodzić. Nie ma tutaj żadnych jeziorek, strumyki są tylko w lesie. Niby koło domu jest las ale znam go na pamięć, zresztą Bonus chyba też. Nie nienawidzę dużych miast ale przyznam szczerze, że czasami właśnie w miastach jest ciekawiej. Szukam i szukam jakiś ciekawych miejsc ale w Kalwarii takich po prostu nie ma :(

    Pozdrawiamy
    http://bialykrukk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. My podobne wyprawy mamy za sobą (-kot). Święta, wolne, czas spiąć tyłek i poszukać terenów spacerowych :) A wam strasznie zazdroszczę, pola, jeziora i las w jednym miejscu ? Marzenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Komfortowa podróż to to za bardzo nie była :p Ale sobie poradziłaś, i widać że warto było :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O tak najlepiej chodzi się na spacery w lesie. Pies może sobie chasac a ja mogę odprężyć się :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Marzy mi się długi spacerek po lesie, lecz sama nie pójdę, bo boję się, że coś spotkam, a nikt nie chce ze mną iść.. Podróż z kotem, wow! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow podziwiam, że na taką wyprawę ruszyłaś sama! Jednak upilnować kota, psa i jeszcze rzeczy nie jest łatwo :D
    Miłego wypoczynku!

    OdpowiedzUsuń
  15. Spontaniczne wyjazdy zawsze spoko :)
    Ja jednak chyba bym się nie odważyła..
    http://psiasfera.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Och, cudzie, masz możliwość wypoczynku w Borach? To moje najukochańsze miejsce na ziemi, ale to bardzo daleko od naszego miejsca zamieszkania :( I odstrasza mnie fakt, że po ichniejszym parku narodowym jest totalny zakaz wstępu z psami :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, jesteśmy tu w każdą przerwę. Na szczęście są jeszcze inne równie pięknie tereny, akurat możliwości nie brakuje <3.

      Usuń
    2. I wzbudziłaś we mnie tęskną strunę - właśnie podjęliśmy, że i w tym roku odwiedzimy nasze ukochane Bory - dokładniej kemping przy Swornychgacach <3

      Usuń
    3. Ach cudownie, my tam przepływamy kajakami co roku <3. To blisko Przechlewa.

      Usuń
  17. Zaczynam doceniać to, że mieszkam na wsi i lasy, rzeki, pola i łąki mam dosłownie na wyciągnięcie ręki. ;)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum