środa, 18 maja 2016

Dwa psy- podwójna ilość obowiązków czy podwójna ilość szczęścia?

Majówka już spory czas za nami, ale nie sposób o niej nie wspomnieć. Spędziliśmy ją w nieco powiększonym gronie, o jednego, pięknego przedstawiciela owczarka węgierskiego mudi- Stefana, którego pewnie część z Was kojarzy :). Jak nie, zaglądajcie na jego stronkę 'Stefan' na fb! 

DSC_0343

Z Emetem poznali się już dość dawno, czasami spotykaliśmy się na wspólnych treningach czy spacerach. Zwykle na początku musieli się ustawić, tak długo aż Emet stwierdził że jest na wyższej pozycji, ale nigdy większych sprzeczek nie było. Cielaczek nie przywitał go zbyt miło, bo po otwarciu drzwi burknął, ale po kilku sekundach odbyła się rundka powitalna. W domu było w porządku, kilka razy zobaczyłam łapę Emeta na mudikowym grzbiecie, ale generalnie było dość spokojnie- obawiałam się, że Emet nie będzie odpuszczał zabawy i dominacji i wszystko w domu będzie fruwać.  

DSC_0367


SPACERY
Wieczorem przyszedł czas na pierwszy spacer- ten odbył się osobno z każdym. Najpierw wyszłam z Emetem, zostawiłam mu jedzenie, ale i tak słyszałam na klatce jego jęczenie. Generalnie to rzecz, której obawiałam się najbardziej. Cóż, Emet jest kompletnie nie nauczony zostawania w bardziej złożonych sytuacjach. Biorąc pod uwagę obecność drugiego psa, kwestia zostawania samemu w domu jest na pewno najtrudniejszą dla nas sprawą...a tego nie da się uniknąć. 
Drugi spacer jeszcze osobno, ale od następnego wychodziliśmy wszędzie razem. Mudi to mudi, biegać musi codziennie, nie ma wolnego :D. Na początku nie potrafiłam ogarnąć trzymania smyczy, a co dopiero czegoś dodatkowego w ręce, jak chociażby telefonu kiedy dzwonił. Jeden pies w jedną, drugi w drugą, smycze się plączą, tragedia. Chwila przyzwyczajenia i było w porządku, w mieście szli koło siebie i nie było problemów. W każdym razie odczułam różnicę. Pierwszy spacer w lesie- Stefan od razu luzem, po chwili puściłam Emeta na dosłownie chwilę (to było tuż po jego problemach z nie do końca wyleczonymi opuszkami). Było idealnie, patrząc pod kątem Emeta, drugi pies bardzo pomaga. U Cielaczka pojawia się lekka zazdrość, więc od razu większa uwaga i reakcja na moje słowa. I tak Emet po miesiącu leżenia nigdzie nie uciekł, a nawet wracał na wołanie :). Ostatecznie spacery wspominam bardzo dobrze, o wiele lepiej niż w naszą dwójkę.

MIASTO
Jak mogliście śledzić na instagramie/snapchacie/fb, sporo czasu spędziliśmy w centrum miasta. Majówka, więc działo się dużo. Zawody w przechodzeniu przez rzekę, wyjścia na lody, pochody z okazji Święta razem z występami, orkiestrami i mnóstwem innych, głośnych atrakcji oraz tłumu ludzi. Nie będę tu pisać o dobrych i złych stronach każdego z psów, wspomnę tylko że kolejny raz jestem dumna z Emeta, jak radzi sobie w takich sytuacjach. Pod kątem przebywania w takich miejsach z dwoma psami, myślę że wiele się nie zmienia jeśli obydwa są na tyle ogarnięte i reagują na moje ruchy, polecenia. Było bardzo ciepło, więc co jakiś czas szliśmy nad wodę żeby psy się ochłodziły. Zdecydowanie da się ogarnąć dwa psy w mieście, tak jak i na normalnych spacerach.

IMG_20160501_115902

ODPOCZYNEK
W domu nie zauważyłam problemów. Emet raz warknął w obronie swojej najulubieńszej zabawki, poza tym psy spały, tak jakby ich nie było. A, jeszcze jedna sytuacja- Cielak nie chciał wpuścić mudika na łóżko, nie i koniec. Ale po dwóch/trzech dniach już leżeliśmy wszyscy razem :).

KOT
Tigra, królowa domu, władca najwyższy :P. Na początku stała pod łóżkiem i burczała, nie wpuszczała Stefka do pokoju, czasami musiałam zamykać ją w łazience. Najgorzej było jak psy były blisko siebie, zazdrosna małpa. To nie pierwszy raz, kiedy tak się zachowywała. Ale z czasem było coraz lepiej, koty nie lubią zmian więc to kwestia przyzwyczajenia. 

TRENINGI
Wolałabym to przemilczeć, bo to przypomina mi seminarium i ciągłe wycie Emeta kiedy odchodziłam. Tak samo było, kiedy Stefan łapał frisbee. Najgorsze jest to, że do końca nie wiem o co mu chodzi. Gdyby faktycznie chciał pracować, cieszyłby się że przyszła jego kolej i wykazał choć trochę zainteresowania moją osobą. A gdzie tam ;). 


Dla nas Majówka trwała zdecydowanie za krótko. Ale cieszę się z tego czasu, mogłam przyjrzeć się jak radzimy sobie w zupełnie nowej sytuacji. Nie twierdzę, że drugi pies przynosi podwójną ilość obowiązków. Większość rzeczy zostaje bez zmian, a osobne spacery czy treningi są dla mnie do ogarnięcia. Emet okazał się wręcz pomocny, chociaż wielki problem stanowią u niego kwestie zostawania w domu i czekanie na swoją kolej. Mam nadzieję, że jeszcze choć troszkę uda nam się nad tym popracować, ale tak było już od szczeniaka więc to cholernie trudne.
Kiedy chodziliśmy razem na spacery, Emet zdecydowanie mniej interesował się innymi psami- wystarczyło mu to, że jednego miał przy sobie. W ogóle był o wiele bardziej szczęśliwy i spokojny, pomijając początkową zazdrość. Po powrocie Stefana wpadł w chwilową ,,depresję", leżał na jego miejscu chociaż ledwo wciskał się pod stół. To chyba mówi wszystko na temat tego, czy uważam że drugi pies byłby dla nas wielką radością <3. 

11 komentarzy:

  1. Niestety, takie doświadczenie daje niezbyt dobry pogląd na to, jak faktycznie wygląda życie z dwoma psami - weź pod uwagę, że Stefan jest bardzo dobrze ogarniętym psem. Ze szczeniakiem, który nic nie umie, a do tego musi wychodzć na sika co 2 godziny nie jest tak różowo. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne jasne, myślałam o tym dlatego tych myśli nie odniosłam do sytuacji kiedy pojawiłby się szczeniak, bo to wywraca życie do góry nogami i wymaga o wiele większych poświęceń, z pewnością. Ale po coś się ich podejmuje...:)

      Usuń
  2. Ja nie mogłabym mieć dwóch psów. Obydwa trzeba kochać po równo, wydatki podwojone, na spacerach za mało rąk :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie uśmiechnięte pyszczki w tych kagańcach :). U mnie są dwa króle i pies :D Wystarczy mi tego zwierzyńca choć mama zawsze chciała mieć drugiego psiaka :). Fajnie, że nie było żadnych większych spięć. Oszczędzili Ci stresu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany, nie wyobrażam sobie wyjść z dwoma psami na spacer. Zdarzają się sytuacje, w której samą Psotę jest mi ciężko ogarnąć, a do dopiero dwa psy. Myślę, że jeden nakręcałby drugiego :P
    Na pewno byłoby to nowe doświadczenie i mogłabym wynieść pewne wnioski. Miałaś o tyle łatwiej, że Stefan z tego co zauważyłam jest już ułożony. Co innego gdyby był to np. szczeniak. To byłoby dopiero wyzwanie! :D
    Pozdrawiamy; psotaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem (a raczej napiszę) tak.
    Mam teraz w miarę ogarnięte dwa psy. Niko jest ogarnięty prawie doskonale, Nero niestety czasami ma odpały, których nie da się unkinąć. (mam na myśli sytuacje na spacerach) Życie jest dużo łatwiejsze, gdy psy są dobrze wychowane. Wtedy nawet spacery z 4 merdających ogonów (wiem coś o tym :))nie są takie straszne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam dwa psy już od dawna (choć w 2014 roku odszedł mój trzeci) i powiem szczerze, że nie zawsze jest tak kolorowo, jak nam się wydaje. Zgodzę się z Pies do kwadratu, że z energicznym szczeniakiem nie jest łatwo ;). Jak wychodzę na spacer z jednym psem to czuję jakąś pustkę i jest strasznie nudno, już się przyzwyczaiłam do dwóch psów i powiem szczerze, że daję radę ogarnąć jednego psa. Drugiego nie trzeba ogarniać, bo jest ogarnięty i słucha się na tyle, że mogę go przypilnować. Muszę mieć stałą kontrolę nad Beethovenem, a Nero jest już na tyle dorosła, że potrafi sobie poradzić.
    Fajnie, że mieliście okazję na kilka dni mieć takiego Stefana, to wspaniała okazja do socjalizacji dla Emeta :).
    Pozdrawiamy serdecznie :D,
    psi-temat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Po przeczytaniu wpisu mam ochotę na drugiego psa. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. My jesteśmy zdecydowani na przybycie drugiego psa, ale... Dosłownie wczoraj wspominaliśmy czasy, nieogarniętego Terrora, jak było czasem ciężko.. Ale z drugiej strony wiem, że warto :-) I gdy załatwimy wszystkie finansowe sprawy, to zaczniemy zbierać na drugiego Terrora, w wersji żeńskiej :)
    A Ty świetnie sobie poradziłaś, Emet tym bardziej :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. My akurat w ostatnim czasie jako dom tymczasowy przyjęliśmy szczeniaka, który przebywał u nas aż parę dobrych miesięcy, i poczuliśmy jak to jest mieć tykającą bombę w domu ;) Czasami były spięcia, głównie ze strony suki, ale zdecydowanie to Qkju "zaczynał", na szczęście, po przemyśleniach wspólnie doszło się do wniosku, iż dochodziło do nich pod moją nieobecność, kiedy szczeniak jeszcze nie umiał zająć się sobą.

    OdpowiedzUsuń