sobota, 7 stycznia 2017

Nasze Święta i Sylwester w (górach) Polanicy-Zdrój

Post ten miał mieć zachwycający i wychwalający tytuł z pogranicza ,,Najlepsze górskie wakacje''. Otóż Moi Drodzy, gór to nawet Emet nie widział a ja tyle co zza szyby w pociągu. Pewne rzeczy są niezmienne i u nas są to problemy z łapami i szeroko pojęte lęki. Niezwykle zachęcający początek- ale sami zobaczcie, czy na pewno nie warto było tu przyjeżdżać, (a było) :).

Dzień przed wyjazdem wracając do domu, zastałam merdającego do mnie psa nie mogącego ruszyć tyłkiem z łóżka. Usiadłam obok i załamałam się. Jak w takim stanie (dwie tylne opuszki rozgryzione do krwi, oszczędzę Wam widoku chociaż tutaj) przewieźć psa pociągiem na samo południe...Wiecie, nie było innego wyjścia. Takie były plany, jakoś nie chciałam spędzić Świąt sama i to w moim ,,ulubionym'' mieście. Przed wyjazdem został więc wykluczony dłuższy spacer żeby wybiegać Cielaka, zapakowałam go chwilę przed odjazdem pociągu w autobus spod domu i tak oto wyruszyliśmy w długą  (8-godzinną) podróż. Było to 23 grudnia.

kolaz1

Pociąg najgorszy z możliwych jeśli chodzi o podróżowanie z psem- zamykane przedziały i brak bagażowego. Usiedliśmy, chwilę po dołączyła do nas dziewczyna z królikiem w klatce. Cóż, zaczęło się pięknie :D. Emet z obecności towarzysza zdał sobie sprawę dopiero po godzinie, kiedy królik trafił na ręce. Zaczęło się jęczenie mamojamuszęgopowąchać więc wyleciał poza przedział na korytarz. I tak dwa, trzy razy aż było całkiem przyjemnie. Z upływem czasu dołączali kolejni ludzie, więc po kilku godzinach Emet zupełnie został ,,wyrzucony'' za drzwi, a od Wrocławia przenieśliśmy się na korytarz razem z moją siostrą która do nas dosiadła. Godzinę przed Polanicą zajęliśmy pusty przedział, dopiero wtedy Emet mógł spokojnie poleżeć na kocyku obok mnie i moich kolanach. 

W końcu dotarliśmy do hotelu, biedactwo padło na łóżko. Wyciągnęłam go na krótki spacer przed 23. Cały następny dzień leżał, a ja pilnowałam żeby nie gryzł łap. Kolejny dzień rano pobiegał chwilę w parku, wtedy jeszcze było trochę śniegu. Następny dzień jeszcze awaryjnie, ale byliśmy zwiedzić Park Zdrojowy. Zrobiłam kilka zdjęć, Emet się wyszalał (krótki filmik jest na fb). Był bardzo grzeczny, nawet specjalnie nie musiałam go odwoływać.
Zresztą zobaczcie, pies o którego tak długo walczyłam : (niestety prosto z instagrama)

video

Kiedy już wracaliśmy do hotelu, zdarzyła się przykra sytuacja. Do Emeta (był luzem obok mojej nogi) podbiegł labrador (był dużoo dalej), chwilę później rzucił się z zębami na moje Maleństwo. Emet zapędził go w krzaki i przygniótł do ziemi, ja podeszłam i rozdzieliłam bestie. Nie myślcie, że właściciel labka choć trochę się przejął ;). Zero reakcji. Po zapięciu na smycze, lab stał nabuzowany, a Emet merdał do mnie ogonkiem w oczekiwaniu co robimy dalej. Wiecie, w tej przykrej sytuacji było tyle dobrego. Po pierwsze, Emet nie chciał zrobić mu krzywdy, postraszył go i przygniótł do ziemi- postąpił bardzo wychowawczo bym tak to ujęła. Mój pies jest w stanie zrobić innemu krzywdę, naprawdę. A może był? Po drugie, po całym zajściu natychmiast się na mnie skupił sam z siebie, zaraz po biegał znów luzem widząc odchodzącego labradora. To wspaniałe, jak pies może się zmieniać w każdej dziedzinie życia, w obojętnie jakim wieku jest. Jestem z Ciebie dumna Cielaku :D.

DSC_0097

Kolejne dni minęły nam bardzo spokojnie. Był czas, kiedy ciągle lało. Były też niezwykle słoneczne dni, które chciałam wykorzystać na wędrówki po Górach Stołowych. Miałam wszystko przygotowane, wstałam wcześnie rano żeby zejść na śniadanie o 7.30 i zaraz wyruszyć. Wszystko pięknie, droga opanowana, idziemy...i nagle po 2 km Emet zaczyna się rozglądać, za chwilę staje i nie chce zrobić kroku dalej. Powrót do hotelu. To nie była nowa sytuacja, to był kolejny nagły lęk z którego nie potrafię go wybić. To dlatego nie byliśmy w górach i to dlatego nie oglądacie teraz pięknych zdjęć prosto ze Szczelińca.
Najwięcej śniegu spadło ostatniego dnia, tak to przeważnie padał deszcz.

DSC_0089


Wszyscy wcześniej słyszeli o Emeciku, więc mieliśmy sporo odwiedzin. Emet zachowywał się wzorowo i dla dorosłych i dzieci. Nie skakał, nie podgryzał (chyba że ktoś chciał wyjątkowo go rozbawić, ostrzegałam :P ). Był wspaniałym, zupełnie bezproblemowym psem. Kolejny sukces!
Hotelowe pieski mijał bardzo spokojnie, z tymi którymi mógł grzecznie się witał, kiedy tylko przechodziliśmy przez korytarze wszyscy podziwiali rozmerdanego Wesołka :).

kolaz2

Jeden dzień poświęciłam na wyjazd do wrocławskiego zoo. Było warto, w takim miejscu mogłabym pracować ❤.

page

Pewnie niektórzy z Was pamiętają, jak źle Emet znosi Sylwestra. W tym roku było o niebo lepiej! Wszystko za sprawą NoStress GEL w strzykawce. Plany były takie, żeby przemęczyć się jak co roku i nie faszerować psa chemią, która i tak nie działała. Pastę uspokajającą  wygrałam jakiś czas temu. Jej użycie to był strzał w dziesiątkę. Tak jak pisało na opakowaniu, zaczęła działać po ok. 40 minutach i działała przez ok. 3 godziny. Mój pies pierwszy raz spał do północy, a kiedy zaczęło robić się znacznie głośniej powędrował do łazienki i kilkanaście minut trząsł się ze strachu, jednak wtedy pasta już nie działała. Nie przemyślałam tego, bo nie sądziłam że to ma szansę zadziałać. Jestem bardzo zadowolona z efektów- Emet spał zupełnie normalnie, spokojnie oddychał, kiedy ktoś przyszedł do pokoju wstał się przywitać, więc nie był to efekt uziemiający. Na pewno powtórzymy za rok, cena jest jak najbardziej odpowiednia w stosunku do działania. Nasze odkrycie roku :).

DSC_0099-horz


Do domu wróciliśmy wieczorem 3 stycznia. Łącznie nasz wyjazd trwał 12 dni. Pomimo, że nie udało nam się wybrać w góry, zyskałam znacznie więcej- pewność, że mogę zabrać Emeta wszędzie a on nie przyniesie mi wstydu. Pewność, że mogę puścić go w każdym miejscu, a on będzie cały czas uważny na moje sygnały. Pewność, że nie zje każdego psa, który się na niego rzuci bez powodu. Pewność, że mam psa jakiego chciałam- pomimo jego wad i lęków, wspólnie zapracowaliśmy na osobisty sukces- zrozumienie.

DSC_0164

Na koniec- zajrzyjcie na bloga AmatorzyBiegu, gdzie pojawił się post w którym odpowiedziałam na kilka pytań dotyczących biegania z psem. Podaję też link do ich strony na fb : Amatorzybiegu. Dajcie znać w komentarzach pod postem o bieganiu, jak Wam się czytało. Informacje bardzo rzeczowe, żeby ująć wszystko co ważne trzeba by napisać książkę ;).

12 komentarzy:

  1. Wy jechaliście 8h... ja do Krakowa jechałam pociągiem ponad 12! To mnie zabiło, nigdy więcej! Jeśli chodzi o Zoo to sama chciałabym tam zawitać. Choć nie popieram trzymania zwierząt w niewoli to jednak, po obejrzeniu filmiku, który wrzuciłaś na Insta - chcę to miejsce zobaczyć :) No a zachowanie Cielaka przy Labku naprawdę wzorowe, też jestem dumna :3
    U nas ten Sylwester był naprawdę udany. Do północy Goya totalnie wszystko zlewała. Jak zaczęły się zbiorowe wystrzały chwilę po 00:00 schowała się pod łóżko, ale nie na długo, bo po chwili wyszła, więc źle nie było.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajnie Wam minął ten wyjazd! Pełen wrażeń :) Faktycznie podróż pociągiem nie koniecznie była ciekawa, ale no cóż poradzić. Pech chciał, że akurat przed wyjazdem dopadła Emeta "boliłapka" :( Ta sytuacja z lękiem też nie wygląda dobrze, mam nadzieję, że to był taki tylko "humorek" i że nie będzie się pogłębiał. Zazdroszczę wizyty we wrocławskim zoo, zawsze bardzo tam chciałam jechać ale nie było okazji... Może kiedyś się uda. Nela się też zawsze bała fajerwerków, muszę sobie zapamiętać jakiego preparatu użyliście - wypróbuję go w następnego sylwestra. :) Pozdrawiamy!
    smallshaggy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje z osiągniętych sukcesów! Szkoda, że mieliście nie które złe momenty jak np. z tym labradorem... Mimo, że nie udało Ci się zrealizować całkowicie planu to jednak miło go spędziłaś razem z Emetem :)

    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale mieliście super wyjazd. Podróż pociągiem zazwyczaj jest męcząca... U mnie sylwester mija spokojnie tylko Rico troszeczkę sie boi ale jak dam jemu zabawkę to o wszystkim zapomina ;)
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję podróży pociągiem - też zresztą w tym roku nie miałam zbyt kolorowo, jeżeli chodzi o wyjazd na święta do domu, jednak z Emetem ze względu na jego gabaryty wszystko robi się nieco bardziej skomplikowane.
    Baaardzo podziwiam Twoją pracę z Cielaczkiem; sytuacja z labradorem jasno pokazuje, że Emet to super pies! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Polanicę i ogólnie Góry Stołowe - w tym roku raczej będziemy uziemieni, ale mam nadzieję, że przyszłe wakacje uda nam się całą piątką spędzić w Kotlinie Kłodzkiej :D Tak strasznie, strasznie zazdroszczę, że współczucie z powodu zdrowotnych kłopotów Cielątka ledwo się przebija.

    OdpowiedzUsuń
  7. ni to miałaś przygody, ale jakie nudne było by życie gdyby nie zwierzak

    OdpowiedzUsuń
  8. To takie cudowne, ze są ludzie, którzy biorą swoich pupili na wakacje!
    tojadune.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba tylko mój pies śpi w sylwestra :P
    8h jazdy to nie aż tak dużo, ja kiedyś jechałam 26, nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Baardzo blisko nas byłaś :D a 8 godzin to dla Szasty by była straaaszna męczarnia -,- ledwo 15 minut da się z nią jechać nad wodę a co dopiero tyle czasu...
    A sylwestra... mama opowiadała że w tym roku było gorzej... ale nie było aż tak źle że pies siał panikę :) Położyła się i zasnęła po strzelaniu :)
    Pozdrawiam, Złoty Pies

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyjazd pełen wraźeń! Tak jak Ty jesteś dumna z Emeta, ja równieź jestem :).
    Pamiętam dawniejsze posty, gdzie pisałaś o zachowaniu Emeta, jego problemach, wadach. Tak wiele się zmieniło... <3
    Co do Sylwestra - u nas równieź było o wiele lepiej, niź w zeszłym roku. O 22 rozłozyłam koc na podłodze, włączyłam muzykę i siedziałam z Beethovenem do 1. O 23 Beeth zasnął <3, a na chwilę przed 23 podłożyłam mu gryzak pod nos, jak zaczęli strzelać to się obudził, ale zaczął gryźć i wcale się nie przejął wystrzałami. :D
    psi-temat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Zazdrościmy trochę wyjazdu, moim marzeniem jest jechać na dłuższy wyjazd z Rockym - na przykład w wakacje. Kto wie, może w tym roku nam się uda?

    Pozdrawiamy!
    http://z-zycia-owczarka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń