Dzisiaj chcę opisać Wam naszą przygodę, wszystko jak to było od początku adopcji Emeta dnia 26.02.2012r.
Właśnie dzisiaj Emecik kończy umownie dwa latka :)
Oglądaliście kiedyś film ,,Marley i ja''? W pewnym stopniu przypomina mi on początki moje i Emeta. Może Wam się wydawać, że film jest mocno przesadzony ale to nie prawda. Kiedy go oglądałam, przypomniało mi się, jak to było z Emetem całkiem niedawno.
Adopcja psa była wcześniej przemyślana, jak pisałam w poście o adopcji psów ze schroniska, już wcześniej postawiłam na mojego Emeta. Nigdy wcześniej nie miałam psa, właściwie od kiedy pamiętam było to moje marzenie. W związku z tym nie miałam też doświadczenia w wychowywaniu psów. Dużo czytałam na ten temat, ale jak się okazało nie wiele to dało. Kiedyś to nie wyglądało tak zabawnie jak patrzę na to teraz :P. Błędów popełaniałam sporo, Emet miał z tego niezłą frajdę. Od początku kiedy pojawił się w naszym domu starałam się wyznaczać mu zasady, zapewniać dużo ruchu,wyzwań i zabaw. O szkoleniu nie wiedziałam też za wiele, jedyne komendy jakie go uczyłam to siad,waruj, łapa. Po kilku dniach już spuszczałam go ze smyczy, w obecności innych psów. Gdy tylko chciał bawić się z psami, ja odpinałam smycz nie wydając chociażby żadnej komendy. Nuczył się, że może otrzymać możliwość zabawy z psami za nic. Oczywiście z dorastaniem stawał się silniejszy, a ja nie miałam nad nim większej kontroli. Po roku czasu mógł mnie pociągnąć wszędzie. Zupełnie jak Marley w filmie... Pozostając na niedługi czas w domu przewracał wszystko do góry nogami. Zdawało się,że nic nie może go zmęczyć. Pewnie profesjonalne szkolenia pod okiem trenera dużo by pomogły,ale nie każdy może sobie na nie pozwolić. Teraz najważniejsze jest to, że Emet wyrasta na coraz bardziej zrównoważonego,oddanego psa. Ja też wiem coraz więcej na temat psów, ich szkolenia i wychowania. Teraz dużo razem pracujemy i jeszcze udowodnimy,że diabełek w ciele psa może wyrosnąć na wspaniałego przyjaciela. Idziemy w kierunku obedience i myślę że ta decyzja równoznaczna z rozpoczęciem wspólnych treningów była przełomowa dla zachowania Emeta. Uwielbiam go takiego jaki jest, a wiem że może być znacznie lepiej. Nie załamujmy się! Przez trudy do gwiazd!
Teraz zdjęcia i filmiki z tego ciężkiego, zwariowanego, ale niezwykle pouczającego 1,5 roku Emeta ze mną :)
Żyj jak najdłużej kochany Łobuziaku!
Właśnie dzisiaj Emecik kończy umownie dwa latka :)
Oglądaliście kiedyś film ,,Marley i ja''? W pewnym stopniu przypomina mi on początki moje i Emeta. Może Wam się wydawać, że film jest mocno przesadzony ale to nie prawda. Kiedy go oglądałam, przypomniało mi się, jak to było z Emetem całkiem niedawno.
Adopcja psa była wcześniej przemyślana, jak pisałam w poście o adopcji psów ze schroniska, już wcześniej postawiłam na mojego Emeta. Nigdy wcześniej nie miałam psa, właściwie od kiedy pamiętam było to moje marzenie. W związku z tym nie miałam też doświadczenia w wychowywaniu psów. Dużo czytałam na ten temat, ale jak się okazało nie wiele to dało. Kiedyś to nie wyglądało tak zabawnie jak patrzę na to teraz :P. Błędów popełaniałam sporo, Emet miał z tego niezłą frajdę. Od początku kiedy pojawił się w naszym domu starałam się wyznaczać mu zasady, zapewniać dużo ruchu,wyzwań i zabaw. O szkoleniu nie wiedziałam też za wiele, jedyne komendy jakie go uczyłam to siad,waruj, łapa. Po kilku dniach już spuszczałam go ze smyczy, w obecności innych psów. Gdy tylko chciał bawić się z psami, ja odpinałam smycz nie wydając chociażby żadnej komendy. Nuczył się, że może otrzymać możliwość zabawy z psami za nic. Oczywiście z dorastaniem stawał się silniejszy, a ja nie miałam nad nim większej kontroli. Po roku czasu mógł mnie pociągnąć wszędzie. Zupełnie jak Marley w filmie... Pozostając na niedługi czas w domu przewracał wszystko do góry nogami. Zdawało się,że nic nie może go zmęczyć. Pewnie profesjonalne szkolenia pod okiem trenera dużo by pomogły,ale nie każdy może sobie na nie pozwolić. Teraz najważniejsze jest to, że Emet wyrasta na coraz bardziej zrównoważonego,oddanego psa. Ja też wiem coraz więcej na temat psów, ich szkolenia i wychowania. Teraz dużo razem pracujemy i jeszcze udowodnimy,że diabełek w ciele psa może wyrosnąć na wspaniałego przyjaciela. Idziemy w kierunku obedience i myślę że ta decyzja równoznaczna z rozpoczęciem wspólnych treningów była przełomowa dla zachowania Emeta. Uwielbiam go takiego jaki jest, a wiem że może być znacznie lepiej. Nie załamujmy się! Przez trudy do gwiazd!
Teraz zdjęcia i filmiki z tego ciężkiego, zwariowanego, ale niezwykle pouczającego 1,5 roku Emeta ze mną :)
![]() |
w schronisku |
![]() |
pierwszy dzień w domu |
![]() |
wycieczki do babci na wieś |
![]() |
nie ważne czym się bawić, byle się bawić :) |
![]() |
taka robota szczeniaczka.. |
![]() |
pociągiem też jechaliśmy |
![]() |
największa miłość- woda :) |
Żyj jak najdłużej kochany Łobuziaku!
Śliczny piesek!!! Życzę dużo zdrowia i radości! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Niepoprawny. :)
Dzięki :)
Usuńahhhh nostalgicznie się zrobiło. Marley i Ja to mega uniwersalna książka, niesamowite jest w niej to że zdecydowana większość właścicieli dużych temperamentnych psów z pewnością się znią utożsami... ja się popłakałam czytając książkę, a dotarłam do niej po roku posiadania mojej czekolady ... film mnie jeszcze mocniej poruszył.
OdpowiedzUsuńWszystkiego Najlepszego!
Ja właśnie książki nie czytałam.. muszę w końcu ją zakupić :)
UsuńDziękujemy!
fantastyczny psiak!!!
OdpowiedzUsuńcudowne zdjęcia!!! filmik podbił nasze serca!!!
masz wielkie serce!
dodajemy do obserwowanych i czekamy na więcej a w wolnej chwili zapraszamy do nas ;)
Alicja i Magda
http://aim-style.blogspot.com/
Boziu, jakie On ma te przednie łapki skarpetkowe ♥
OdpowiedzUsuńNajlepszego Byku ♥
My Marleya oglądaliśmy już z Pepe, i omg mieliśmy wiele szczęscia jak zobaczyliśmy :)
xoxo
Dziękuję w imieniu Emetka! ;))
UsuńSuperrr psiak :) uwielbiam ten film
OdpowiedzUsuńwszystkiego naj dla Emeta :)
OdpowiedzUsuńwiesz że dopiero teraz zauważyłam że on ma takie świetne skarpetki na przednich łapkach? :) jakoś wcześniej mi się one w oczy nie rzucały:)
dziękujemy :)
Usuńhaha, często jak ktoś idzie na spacerze to mówi że myślał że ma bandażem łapki zawinięte :)
Spóźnione życzenia, ale niestety dopiero teraz trafiłam na waszego bloga:) Mój Miloł jest w podobnym wieku:)
OdpowiedzUsuń